nowina.salon24.pl/ - jak "Zastepca Michnika sflekowal Walese"
2008-06-21, 22:24:40
Zastepca Michnika sflekowal Walese
Tagi: Gazeta WyborczaWalesa
------------------------------------------------------------------
22 kwietnia 1992 roku Gazeta Wyborcza opublikowala tekst Jaroslawa
Kurskiego
pt.
"WÓDZ - PRZEDOSTATNI ROZDZIAL".
Dzis, gdy organ Michnika, tak kadzi Walesie warto sobie przypomniec, w
jakim tonie GW piórem
obecnego pierwszego zastepcy AM, opisywala tego "narodowotwórczego"
(jak okreslil Walese ostatnio Tusk) polityka.
Calosc materialu pod ;
http://nowina.salon24.pl/80427,index.html
nowina.salon24.pl/ - jak "Zastepca Michnika sflekowal Walese"
2008-06-21, 22:24:40
Zastepca Michnika sflekowal Walese
Tagi: Gazeta WyborczaWalesa
------------------------------------------------------------------
22 kwietnia 1992 roku Gazeta Wyborcza opublikowala tekst Jaroslawa
Kurskiego
pt.
"WÓDZ - PRZEDOSTATNI ROZDZIAL".
Dzis, gdy organ Michnika, tak kadzi Walesie warto sobie przypomniec, w
jakim tonie GW piórem
obecnego pierwszego zastepcy AM, opisywala tego "narodowotwórczego"
(jak okreslil Walese ostatnio Tusk) polityka.
================
"Bylismy z prezydentem
Krzysztof WYSZKOWSKI: W ocenie Walesy ponioslem osobista ciezka ****azke.
Gdybym wiedzial, jakim bedzie prezydentem, nie wzialbym udzialu w jego
kampanii wyborczej, co nie znaczy, ze popieralbym Mazowieckiego.
Wylaczylbym
sie z tego s****u.
Jaroslaw KACZYNSKI: Jeszcze przed wyborem Wojciecha Jaruzelskiego na
prezydenta urzedowalem w Gdansku jako sekretarz KKW i juz wtedy widzialem
z
bliska walke Walesy o prezydenture. Nie ulegalo dla mnie watpliwosci, ze
to
jego bezposredni cel.
Chcialem Walesy wybranego przez Zgromadzenie Narodowe - na próbe - a nie w
wyborach powszechnych. Slowem, na krótka kadencje. Gdyby sie sprawdzil,
mialby szanse w wyborach powszechnych. Jesli nie - albo przegralby wybory,
albo skonstruowano by ustrój parlamentarno- gabinetowy z niklymi
uprawnieniami prezydenta. Zawsze uwazalem, ze Walesa zdobedzie wladze -
albo
droga, która ja proponowalem, albo przez wybory powszechne, albo na czele
zbuntowanego ludu.
Ten ostatni wariant nie byl nieprawdopodobny. Wyobrazmy sobie polityka o
wielkim wzieciu i swiatowej slawie, który, bedac poza politycznym ukladem,
mówi: "Jak ja bede rzadzil - bedzie lepiej". Zadna wladza by tego nie
wytrzymala. Dla mnie bylo oczywiste od poczatku, ze Walesa na naszej
scenie
politycznej byl czynnikiem nie do pominiecia.
WYSOKI URZEDNIK KANCELARII: Polityczna droge Walesy dziele na dwie epoki:
do
i od prezydentury. W tej pierwszej, zaslugiwal na miano bohatera
narodowego.
W drugiej, odznacza sie zaklopotaniem i niewiedza, co zrobic z osiagnietym
zwyciestwem. Walesa nie ma elementarnej wiedzy, czym jest i jak
funkcjonuje
panstwo. W okresie "do prezydentury" nie byla mu potrzebna, dzis jest to
problem. Prezydentem nie moze byc czlowiek, który nie stal na czele
organizacji sensu stricto. A ,Solidarnosc' nigdy taka nie byla - byla
ruchem
spolecznym. Walesa zawsze byl przywódca, nigdy szefem.
Grzegorz GRZELAK: Nie wycofuje sie z tego, ze postawilem na Walese w
wyborach prezydenckich. Byl to czlowiek, który ze wzgledu na swa pozycje i
zaplecze polityczne mógl najlepiej prowadzic panstwo w kierunku
prywatyzacji, gospodarki rynkowej, umocnienia samorzadnosci lokalnej.
Niestety, nie wykorzystal tej szansy. Jezeli zawiodlem sie na prezydencie,
to w tym sensie, ze w roku 1991 nie postawil on na szali calego swego
autorytetu dla realizacji przemian w panstwie, a rozproszyl sie na
doraznych
politycznych grach.
WYSOKI URZEDNIK KANCELARII: Wladza w Polsce nie wzmocnila sie przez to, ze
Walesa zostal prezydentem. Zaraz po jego wyborze sformulowano dwie
koncepcje
prezydentury: zachowanie dotychczasowego modelu urzedu, oczywiscie z
modyfikacjami personalnymi, lub zasadnicza przebudowa na wzór amerykanski.
Plan zakladal pozyskanie dla prezydenta najlepszych ludzi i stworzenie
gabinetu cieni. Jed**** jego realizacja wymagalaby od niego organicznej
pracy, rozmów, konsultacji. A on nie byl w stanie zniesc
niespektakularnych
spotkan z osobami, które chwilowo malo znaczyly, gdy obok toczylo sie
zycie
polityczne.
Grzegorz GRZELAK: Urzad prezydenta winien miec charakter kreatywny.
Tymczasem Walesa ciagle dziala wedlug starych zasad, niszczy uklad, z
którym
aktualnie walczy. Stad potrzeba "zderzaków". Stad program minimum -
utrzymac
sie na powierzchni. Jed****, gdy sie jest prezydentem, nalezy myslec w
kategoriach odpowiedzialnosci historycznej. I wtedy nie jest wazne, czy
Walesa utrzyma sie u wladzy, ale czy i jak przeprowadzi panstwo przez
trudne
przemiany strukturalne.
Gielda straconych szans
Jaroslaw KACZYNSKI: Walesa zostajac prezydentem mial szanse stanac na
czele
procesu przebudowy, odtworzyc - na nowych warunkach, na zasadzie koalicji
a
nie udawanej jednolitosci - obóz przemian w Polsce i nadac tym przemianom
dynamizm. Tej szansy nie wykorzystal. Wdal sie w niezrozumiale gry,
polegajace na budowaniu wlasnych wplywów i konserwowaniu dawnego ukladu
komunistycznego, miedzy innymi w wojsku.
Krzysztof WYSZKOWSKI: Jezeli prezydent, zwierzchnik sil zbrojnych,
stabilizuje i umacnia w wojsku stare, komunistyczne uklady, broni
Kolodziejczyka i Wawrzyniaka - to znaczy, ze sprzeniewierza sie wlasnemu
powolaniu.
Upór, z jakim rozbija on scene polityczna, jest konsekwencja radykalnego
niezrozumienia, czym jest panstwo. "Panstwo i ja" - mysli Walesa i sa to
dla
niego wartosci równowazne, a moze nawet "ja" jest wartoscia wyzsza niz
Polska.
Grzegorz GRZELAK: Z historycznego punktu widzenia ten czas jest stracony i
oceniony zostanie negatywnie. Obawiam sie, bysmy nie stracili kolejnego
roku. Ustapilem nie dlatego, ze Walesa mi kazal, lecz dlatego, ze
stracilem
nadzieje, iz poprzez ten urzad mozna zrobic wielka reforme, której to
panstwo tak potrzebuje i w która prezydent zaangazuje sie bez reszty.
Ponadto nie moglem sie z nim ****ozumiec.
Bilans szesnastu miesiecy
Krzysztof WYSZKOWSKI: Póltora roku prezydentury nie ujawnilo zadnych
czynników twórczych.
W wymiarze spolecznym - ciezka kleska. Wydawalo sie, ze tu Walesa jest
najsilniejszy, ze tu nie musi sie niczego uczyc. Prezydent spoleczenstwa
nie
zjednoczyl, nie ****uszyl ku nowym celom, a jesli nawet o tym mówil, bylo
to
tylko gadanie, które niecierpliwi nawet prostych, najwrazliwszych na jego
retoryke, ludzi.
W wymiarze gospodarczym - mniej niz zero: destabilizacja, pomysly o
redukcji
cen o 100 proc., rozdawanie po 100 milionów, hasla w rodzaju: "Sami
naprawiajcie swoje fabryki".
W wymiarze polityki zagranicznej - nic, mimo tak korzystnych okolicznosci.
Historia sama niesie nas w dobrym kierunku. Dzis sie wydaje, ze wystarcza
to, co osiagamy plynac na fali. Rzeczywistosc jest jed**** inna. Za
nieróbstwo, bledy, biernosc przyjdzie nam jeszcze zaplacic. Walesa niczego
tu nie zdzialal, niczego nie wymyslil. Zawsze sie ociagal. W sprawie
Trójkata Wyszehradzkiego nie do niego nalezala inicjatywa, choc byl to
ewidentny, polski obowiazek. Litwa, stosunki z Rosja, Jelcynem - tez
niepowodzenia. Jego postawa za granica po prostu nas upokarza. Jezeli
nawet
Geremek potrafil powiedziec, ze kompromituje on Polske, to znaczy, ze tego
juz sie nie da ukryc.
W wymiarze politycznym - katastrofa najglebsza. Celem winno byc, a nie
jest,
umacnianie, stabilizowanie panstwa. Teoria popierania slabych (jesli ktos
wyrasta, on go obniza, jesli spada, on go podciaga), teorie o "nogach" -
to
wszystko tuszowanie konsekwentnej akcji na rzecz dezorganizacji i
niszczenia
zycia politycznego. Gesty wobec komunistów i OPZZ sa historyczne, ale w
sensie odstepstwa od podstawowych wartosci.
Wiecej...
http://nowina.salon24.pl/80427,index.html
Jerzy MILEWSKI: Gazety pisza o kryzysie prezydentury, ale ja go nie widze.
Prezydenture oceniam pozytywnie, choc to dopiero poczatek. Jednym z
zasadniczych osiagniec prezydenta jest konsekwentne dazenie do utrwalenia
tej instytucji. Jestem przekonany, ze pod koniec kadencji stabilnosc
prezydentury bedzie juz wyrazna.
Polsce potrzebny jest czlowiek, który bylby persona numer 1, który wytycza
kierunek. Tym czlowiekiem powinien byc prezydent. Moim zdaniem Walesa
nadaje
sie na prezydenta i jestem przekonany, ze na okres przejsciowy od
komunizmu
do demokracji jest najlepszym prezydentem, jakiego mozemy miec. Powinien
zreszta byc wybrany wczesniej, zaraz po czerwcowych wyborach
parlamentarnych. Wybranie Jaruzelskiego bylo bledem, który zdeformowal
poczatki odradzania sie demokracji.
Jaroslaw KACZYNSKI: Walesa stworzyl w Belwederze osrodek, który nie nadaje
sie do kierowania panstwem. Wprawdzie jego dzialania w tym momencie nie
prowadza bezposrednio do katastrofy, ale obnizaja autorytet prezydentury,
wprowadzaja zamieszanie i godza w demokracje. Prezydent nie wykorzystuje
urzedu do tego, by nadac dzialaniom panstwa reformatorski kierunek. Ciagle
mówi, ze wlasnie to chce robic, ale to rozwazania na poziomie kierowania
brygada w fabryce. Podstawowa slaboscia prezydenta jest utrata posiadanych
kiedys umiejetnosci wspólpracy z kompetentnymi i znajacymi sie na polityce
ludzmi. Dzisiaj wychodza na jaw ulomnosci, które dawniej, dzieki tej
wspólpracy, nie odgrywaly wielkiej roli. Brak wyksztalcenia i ogólnego
wyrobienia kladzie sie cieniem na jego prezydenturze. Zachowal on co
prawda
polityczny talent polegajacy na umiejetnosci rozpoznania ukladu sil. Ale i
w
tym tez popelnia bledy... Przyklad - Janajew. Brak politycznego i
moralnego
wsparcia powoduje, ze prezydent, zamiast stac sie czynnikiem dynamizujacym
przebudowe panstwa, staje sie czynnikiem destrukcyjnym.
Jerzy MILEWSKI: Na prezydencie ciazy konstytucyjna odpowiedzialnosc za
niepodleglosc, suwerennosc i bezpieczenstwo kraju. Jest zwierzchnikiem sil
zbrojnych i przewodniczy Radzie Bezpieczenstwa Narodowego (formalna nazwa
-
KOK). Niestety, do dzis pozostaja nie okreslone prerogatywy wykonawcze,
które pozwalalyby podejsc aktywnie do ciazacej na nim odpowiedzialnosci.
Jest to prawna patologia. Prezydent odpowiedzialny jest za sprawy, na
które
ma znikomy wplyw, nie wiadomo, co moze i powinien robic, bo nigdzie nie
zostalo to napisane. Totez gdy podejmuje dzialania, podnosza sie
nieprzychylne glosy, ze zamierza pomijac parlament, wplywac na rzad, do
czego rzekomo nie ma uprawnien. A gdy w jakas sprawe nie ingeruje, to tez
slychac krytyke - ze zajmuje pasywna postawe.
WYSOKI URZEDNIK KANCELARII: Walesie zabraklo nowych umiejetnosci, a stare
-
okazaly sie nieprzydatne. Z tymi cechami, jakie ma, na prezydenta sie nie
nadaje. Sam ma tego swiadomosc, dlatego tak nie cierpi Aleksandra Halla,
który powiedzial to publicznie. Walesa powtarza, ze moze rozmawiac z
Mazowieckim, ale bez "zdrajców - Halla i Konopki [Piotr Nowina-Konopka]".
Hall uderzyl w jego slaby punkt. Powiedzial cos, o czym Walesa sam wie i
czego sie wstydzi.
Samotnosc pana prezydenta
Arkadiusz RYBICKI: Nie dajac sobie rady z materia, z która przyszlo mu sie
zmagac, Walesa pozbyl sie z najblizszego otoczenia ludzi, którzy mieli
znaczenie polityczne i stawiali trudne pytania, z wyrzutem patrzac na jego
rózne posuniecia. Walesa wbil sie w skorupe, przybral forme
przetrwalnikowa,
otoczyl potakiwaczami. Odizolowal sie od doradców, bo oni zmuszali go do
wysilku, któremu nie byl w stanie podolac. Jest to samotnosc z poczucia
kleski. W takiej sytuacji najlatwiej mu mówic, ze nikt nie rozumie jego
planów, a elity zawodza. Zapomnial, ze sam juz jest elita elit.
Wspólpracownikom Walesy pozostawal kontakt telefoniczny. Dzwonil, gdy
czegos
chcial. By zadzwonic do niego, trzeba bylo przebijac sie przez mur
potakiwaczy i ochroniarzy. Mogli odpowiedziec "tak", mogli odpowiedziec
"nie". Nie znajac sie na polityce, tworzyli fakty polityczne.
Jerzy MILEWSKI: Walesa zgodnie z wlasna wola nie zbudowal partii
prezydenckiej. Taka partia mogla powstac - z ruchu komitetów obywatelskich
-
gdyby chcial sie na to zgodzic. On uwazal jed**** i nadal uwaza, ze
powinien
byc przywódca i prezydentem ponadpartyjnym. W tym sensie rzeczywiscie sie
osamotnil. Nie chce miec za soba jednej grupy, zabiega o poparcie
wiekszosci
spoleczenstwa. Wybral trudniejsza droge.
Prezydent nie ma zadnej grupy stalych doradców, z którymi odbywalby
regularne spotkania. Nie oznacza to jed**** izolacji. Jego kontakty z
ludzmi,
ze swiatem zewnetrznym sa zywe i intensywne. Czesto spotyka sie tak ze
zwolennikami, jak i oponentami, nie mówiac juz o spotkaniach z klubami
parlamentarnymi czy redakcjami gazet. To jest styl Walesy - taki sam jak w
czasach, gdy byl przewodniczacym "S".
WYSOKI URZEDNIK KANCELARII: Na caly glos wlaczony telewizor, radio. Walesa
rozmawia przez telefon. Mówi cicho, nie do sluchawki, lecz do konsolki z
przyciskami. Mówi patrzac w ekran, sluchajac radia. To niweczy wszelkie
kontakty, z rozmowy nie wynika nic, choc rozmowa sie odbyla. To celowe
dzialanie. Tak prezydent ucieka od podejmowania decyzji.
Grzegorz GRZELAK: Sila Walesy bylo to, ze umial wspólpracowac z ludzmi
reprezentujacymi najwyzszy poziom polityczny. Dzis jest sam. Wsród
najwazniejszych siedmiu, osmiu partii politycznych nie znajduje
przekonanych
zwolenników wspólpracy z Walesa, którzy uwazaliby, ze tam jest ta opoka,
na
której nalezy budowac przyszlosc Polski. W tym sensie urzad prezydenta
jest
na razie stracony.
Jacek MERKEL: Z funduszu wyborczego Walesy zostalo ponad 4 mld zl.
Uznalem,
ze nalezy je rozsadnie spozytkowac. Wraz z Jerzym Kobylinskim, moim
zastepca
w sztabie wyborczym, chcielismy zalozyc fundacje - kuznie kadr, która w
drodze konkursów wylanialaby i zatrzymywala w kraju "brylanty", mlode
dobrze
zapowiadajace sie talenty. Autorami pomyslu byli wspólpracujacy ze sztabem
socjolodzy i psycholodzy.
Udalismy sie do prezydenta przedstawic projekt i uzyskac aprobate. Walesa
usadzil nas w fotelach. Zanim otworzylismy usta, poderwal sie z miejsca z
krzykiem: "Teleexpress!" Wlaczyl telewizor na caly regulator, tak ze z
trudem przekrzykiwalem spikera. Patrzyl w ekran, wypuszczajac drugim uchem
to, co do niego mówimy. Nic nie zalatwilismy. Jurek wyszedl zbulwersowany.
On - wspóltwórca sukcesu Walesy - juz wówczas zdecydowal sie wracac do
Gdanska. Pózniej dowiedzialem sie, ze decyzje o rozdysponowaniu funduszu
wyborczego prezydent scedowal na ksiedza Cybule.
Krzysztof WYSZKOWSKI: Niektóre dzialania Walesy sa juz autystyczne. Jemu
sie
wydaje, ze cos robi. Powie np. EWG-bis i NATO-bis. Zamyka sie we wlasnym
obrazie samego siebie. Mysli, ze inni widza ten dym, który on z siebie
próbuje wydobyc. A on jest przezroczysty i widac, ze król jest nagi.
Jaroslaw KACZYNSKI: Walesa cierpi na patologiczna milosc wlasna.
Najczesciej
uzywane przez niego slowa to "ja" albo "prezydent". "Ja" zrobilem, "ja"
przewidzialem, "ja" ostrzegalem - to staje sie nieznosne. Nie jestem
jed****
w stanie rozstrzygnac, co jest glównym motorem jego publicznej aktywnosci.
Czy tylko milosc wlasna, czy tez cos wiecej.
Bez planu
Arkadiusz RYBICKI: Walesa mógl skupic wokól siebie szeroki obóz na rzecz
reform. Ale do tego potrzebne bylo jasne przedstawienie celu i planu
dzialania, wytypowanie najwazniejszych dla Polski spraw i konsekwencja w
ich
realizowaniu. Dzis nawet najblizsi wspólpracownicy mieliby trudnosci ze
sprecyzowaniem kierunku, w jakim prezydent podaza.
Walesa nie chcial byc niewolnikiem planu. Nie wierzyl w planowanie.
Komunizm
upadl bez planu, podobnie Mur Berlinski. Z takimi argumentami trudno
polemizowac. Nie przemawialo do niego to, ze Papiez czy Thatcher ukladaja
plan na kilkaset dni naprzód. Mawial: "Pan Bóg wie, co bede robil jutro, a
ja mam wiedziec, co bede robil za rok?" Brak harmonogramu pracy na
najblizsze tygodnie byl wielka slaboscia panstwa w okresie, kiedy bylem
jego
urzednikiem.
Tlumaczenie rzecznika, ze prezydent ma dziesiec rozwiazan na kazda
okolicznosc, znaczylo, ze nie ma zadnego. Kazdy wie, ze Walesa jest
czlowiekiem, który nie czeka, gdy ma pomysly, a wprowadza je w zycie
szybciej, niz zdazy je przemyslec.
Jacek MERKEL: Walesa mial wszelkie dane, by stac sie autorem kilku
powaznych
panstwowych przedsiewziec, które wprowadzilyby go do historii. Mial s****e
poparcie uzyskane w wyborach, miedzynarodowy autorytet, mial swój obóz
polityczny, wspólpracowników, a gdyby chcial, móglby ich miec wiecej,
nawet
z przeciwnego obozu.
Walesa juz jest postacia historyczna jako przywódca "S" i laureat Nagrody
Nobla, ale mógl wprowadzic Polske do EWG, do NATO, mógl stworzyc
nowoczesna
armie... Gdyby mial jakis scenariusz panstwowych dzialan, jasno
sformulowane
cele. Walesa nie potrafi dzialac planowo, a w panstwie jest to sprawa
elementarna. On jest bardzo sprawny w dzialaniach taktycznych, z dnia na
dzien, ad hoc. Wedlug wlasnej oceny zbiera codziennie tzw. plusy dodatnie,
a
Najswietsza Panienka nadaje kierunek. Prezydent musi byc strategiem, a u
Walesy strategia jest dorazna taktyka! To nie buduje ani jego autorytetu,
ani autorytetu panstwa.
Dzien powszedni - divide et impera
Arkadiusz RYBICKI: Brak skonkretyzowanych celów, wewnetrzne napiecie,
kryzys
identyfikacji wytracal Walese z równowagi i czynil dzien powszedni
koszmarem. Walesa krzyczal, wyrzucal za drzwi, nie dawal dojsc do slowa.
Czul, ze sytuacja go przerasta. Dlatego, gdy mówi, ze chcialby odejsc, ze
zle mu jako prezydentowi - ja mu wierze. Gdy wczytac sie w jego wypowiedzi
prasowe, to ten koszmar przewija sie w kazdym stwierdzeniu, te kilkanascie
miesiecy to najgorszy okres w jego zyciu. "Nie chce, ale musze" - te slowa
odzwierciedlaja prawdziwa wewnetrzna sprzecznosc.
Jacek MERKEL: W Belwederze panuje przeswiadczenie, ze instrumentem
sprawowania wladzy jest tzw. hak. Kto ma na kogos haka, ten ma wladze. Kto
ma wiecej haków, ma wiecej wladzy. Zasada dziala we wszystkie strony, wiec
haki zbiera sie tez na Walese.
Walesa jeszcze w stanie wojennym holdowal zasadzie, ze lepiej w
najblizszym
otoczeniu tolerowac kogos, o kim wiadomo, ze jest agentem, niz go usuwac i
nie wiedziec, kto bedzie nastepnym. Domniemywam wiec, ze prezydentowi
byloby
wygodnie miec w otoczeniu kogos, o kim wiadomo, ze jest np. w KGB i na
dodatek sa na to papiery. Ja nie dawalem mu tej wygody... Nie wiem i nie
chce wiedziec, dlaczego Walesa uczynil wspólprace ze mna niemozliwa,
stawiajac mi szereg bzdurnych zadan. Oskarzenie mnie o nielojalnosc to
reakcja na to, iz bylem przeciwny dzialaniu bez jakiegokolwiek jasno
sformulowanego panstwowotwórczego planu. Chodzilo o pozbycie sie mnie.
Abstrahujac zreszta od mojej osoby: sama zasada usuwania ludzi lojalnych i
kompetentnych jest niepokojaca.
Jerzy MILEWSKI: W kilka miesiecy po dymisji Merkla prezydent zaproponowal
mu
kandydowanie na stanowisko cywilnego ministra obrony narodowej. Ten jed****
odmówil, bo zwiazany byl kontraktem prezesa Banku "S". Gdyby prezydent
mial
do niego jakies zastrzezenia, nie skladalby mu tej propozycji.
Krzysztof WYSZKOWSKI: Ci, którzy znaja Walese, wiedza, jak swobodnie
traktuje on interes panstwa. Jego punktualnosc jest jedynie przykrywka dla
nieróbstwa. Walesa ciagle powoluje sie na swoje przemeczenie, tysiac proc.
normy itd. To czysta mistyfikacja. Belweder jest "zamkniety", wiec
skutecznie chroni sie przed ujawnieniem faktu, ze tam sie nic nie robi, ze
tam jest pustka, która zapelnic maja dzialania pozorne. Np. ostatnia
koncepcja EWG- bis i NATO- bis to typowa ucieczka w deklamatorstwo dla
tuszowania kompletnej jalowosci. Za takie rzeczy sie placi, tu sie nie da
niczego zagadac.
Grzegorz GRZELAK: Niewatpliwie, sukcesy polityczne Polski sa jednoczesnie
osobistymi sukcesami Walesy. U niego interes osobisty przeplata sie z
publicznym i trudno powiedziec, który jest pierwszoplanowy. Na pewno nie
jest tak, ze zadowalalaby go wlasna korzystna pozycja w obliczu
niepowodzen
kraju.
Konkurent?
WYSOKI URZEDNIK KANCELARII: Jaroslaw Kaczynski od poczatku proponowal
Walesie wielka, ale niebezpieczna gre, w której nie moglo byc remisu,
tylko
zwyciestwo albo ****azka - zmontowanie bloku przeciwko Unii, a wiec
przeciwko
wiekszosci elit intelektualnych. Walesa sie przestraszyl. Wiadomo, ze to
nie
Kaczynski, ale on ponosilby polityczna odpowiedzialnosc za ****azke.
Kaczynskiemu chodzilo o podzielenie opinii publicznej na kilka znaczacych
odlamów.
W rozgrywkach Kaczynskiego mozna dostrzec element ryzykanctwa, ale trzeba
przyznac, ze jego analizy polityczne sa najwyzszej próby. Pomysl polegal
na
rozwiazaniu Sejmu pod pretekstem np. ordynacji wyborczej. Doprowadziloby
to
do podzielenia opinii publicznej na przeciwników Walesy, którzy skupiliby
sie wokól Unii Demokratycznej, i na obóz proprezydencki o charakterze
centroprawicowym czy tez chadeckim, i do wyodrebnienia dwóch duzych sil,
które starlyby sie w wyborach, a potem trafily do Sejmu.
Kaczynski górowal nad Walesa intelektualnie, wiec narzucal mu swoje
pomysly.
Nie dawal sie przekonac, byl czlowiekiem z charakterem, o wlasnych
pogladach
politycznych. Kaczynski Walesy sie nie sluchal. Podwladni, oczywiscie,
powinni sluchac szefa. Jesli istnieje plan polityczny, to dobiera sie
ludzi
do planu. Planu jed**** nie bylo, trudno wiec bylo skladac polityczne
deklaracje lojalnosci. Dzis Walesa posiada ekipe, która sklada deklaracje
na
wiernosc Lechowi Walesie w pewnym sensie w "ciemno", a nie Polsce czy
celom
politycznym. Do tego Kaczynski sie nie nadawal.
Jaroslaw KACZYNSKI: Walesa wykazywal brak determinacji w walce o
przyspieszenie wyborów i dobra ordynacje wyborcza. Tutaj racja byla po
naszej stronie. To my narzucalismy mu w tej sprawie walke, która trzeba
bylo
prowadzic konsekwentnie do konca, az do rozwiazania parlamentu. Próba
uchwalenia przez parlament idiotycznej ordynacji wyborczej bylaby do tego
dobra podstawa.
Lech KACZYNSKI: Mielismy z bratem koncepcje podzialu obozu ,Solidarnosci'
na
dwa przeciwstawne bloki polityczne. Walesa poparl te idee i zaczal mówic o
potrzebie lewej i prawej nogi. Utworzylismy PC, co spowodowalo powstanie
ROAD-u. Walesa jed**** nie skonczyl. Krzyczal o trzeciej, czwartej, siódmej
nodze i w pewnym momencie doszlismy do wniosku, ze bedzie gral wszystkimi
silami, by maksymalnie rozproszyc i zróznicowac scene polityczna, bo z
jego
punktu widzenia bylo to korzystne. Walesa okazal sie lojalnym partnerem
naszej koncepcji tylko przez szesc tygodni. Potem zabiegal o to, by
Centrum
nie stalo sie powazna sila. W polowie roku 1990 okolo 20 regionalnych
komitetów obywatelskich chcialo wstapic do Centrum i on to zablokowal.
I to jest charakterystyczne dla Walesy. Jarek szedl wtedy twardo do
przodu,
co nie znaczy, ze byl jakimkolwiek zagrozeniem dla Walesy. Lech natomiast
w
kazdym, kto zdobywa niezalezna pozycje, od razu widzi konkurenta.
WYSOKI URZEDNIK KANCELARII: Cokolwiek powiedziec o braciach Kaczynskich,
ze
knuja, ze spiskuja - to fakt, ale nigdy kosztem pracy. Zostana do póznej
nocy i zrobia co do nich nalezy. Za kadencji Jarka praca w Kancelarii
szla,
byl ****zadek jak w szwajcarskim zegarku. Dzis nic sie tam nie dzieje,
rosna
sterty nie zalatwionych spraw. Szefem Kancelarii jest Ziólkowski, ale
naprawde rzadzi Wachowski.
Apologia chamstwa
WYSOKI URZEDNIK KANCELARII: Walesa w Warszawie czul sie jak w klebowisku
zmij. Widzial nieprzychylnosc inteligencji, obawial sie dawnej
nomenklatury.
Uwazal, ze najbardziej przydatni beda ludzie bez skrupulów. Inteligent
zanim
wejdzie, zapuka trzy razy - i nigdy sie nie dopcha. Cham najpierw wejdzie,
potem zapuka.
Nawet rzecznik prasowy Walesy Andrzej Drzycimski powiedzial w radiu, ze
takie przyszly czasy, iz potrzeba polityków chamskich, doslownie
chamskich.
Chamstwo podniósl do rangi cnoty. Takich ludzi jak Wachowski i Drzycimski
mozna zawsze wywalic na zbity leb i nie miec wobec nich zobowiazan. Ludzie
dworu maja swiadomosc, ze kazdy dzien moze byc ostatnim dniem ich kariery.
Takie sa reguly gry, które oni w pelni akceptuja. Drzycimski z pozycji
doktora opowiada, ze wszystko, co sie dzieje w Belwederze, jest racja
stanu.
Nawet ewidentne gafy.
Krzysztof WYSZKOWSKI: Walesa obciazony poteznym zobowiazaniem na rzecz
czynienia dobra ma sklonnosc i potrzebe gromadzenia wokól siebie ludzi
reprezentujacych pragmatyzm, cynizm, podlosc i zlo, slowem wszystko to, co
jest przeciwienstwem dobra. Ma byc charyzmatycznym przywódca, skupionym na
realizacji idei, ale jest tez konkretna konstrukcja psychiczna,
czlowiekiem
dbajacym o wlasny, materialny interes. Ktos mu musi zalatwiac pieniadze.
Musi wiec miec w otoczeniu wiernych sobie ludzi, skazanych wylacznie na
niego, bo bez niego nic nie znacza. Nie moga to byc ludzie polityki ani
ludzie, którzy moga go zdradzic w jakikolwiek sposób. Musza byc jego
prawdziwymi niewolnikami, by czerpiac sami korzysci z obecnosci przy
prezydencie, przysparzali korzysci i jemu. Ten mechanizm doprowadza do
kumulacji jednostek o niskim morale, tworzy w otoczeniu prezydenta klimat
kryminogenny. Jed**** posiadanie takich ludzi to istotna psychologiczna
potrzeba Walesy.
Dworska karuzela
WYSOKI URZEDNIK KANCELARII: Ksiadz Franciszek Cybula mieszka razem z
prezydentem. Minister Wachowski i rzecznik Drzycimski nie opuszczaja go
niemal na krok. Podyktowane to jest obopólnym interesem. Walesa, z dala od
rodziny, czuje sie osamotniony i zagubiony. Szuka wsparcia i towarzystwa.
Tamci z kolei boja sie, ze utraca nad nim kontrole, ze ktos pod ich
nieobecnosc zakwestionuje ich kompetencje. Walesa odgradza sie wiec od
swiata dwoma barierami: wewnetrznej ucieczki i kordonem otoczenia. W
konsekwencji to najblizsze otoczenie ksztaltuje jego oglad rzeczywistosci,
selekcjonuje informacje. Ta, posunieta do granic poddanstwa, lojalnosc i
zazylosc daje pole do intryg i manipulacji.
WYSOKI URZEDNIK KANCELARII: Walesa ma swiadomosc wlasnej sytuacji. Widzi
dramat Polski i nie jest w stanie sobie z tym ****adzic. Otrzymuje
codziennie
informacje o stanie panstwa. Ale np. przeglad prasy to byl glównie
przeglad
prasy o Lechu Walesie. Zakreslano mu rzeczy wazne, ale i fragmenty z
najglupszych prowincjonalnych pism, jego karykatury etc. Czytal o sobie.
Na
zapoznanie sie z waznymi doniesieniami nie starczalo mu juz czasu. Mial
poczucie goryczy, bo pisano o nim zle.
WYSOKI URZEDNIK KANCELARII: Ludzie dworu maja swiadomosc, ze na zewnatrz
uwaza sie ich za miernoty. Wiedza, kto i kiedy ich skrytykowal i wzajemnie
sie o tym informuja. W innych osrodkach wladzy na swiecie moze byc
podobnie,
ale w Belwederze wladza sprowadza sie wylacznie do samej wladzy, do
ciaglej
walki o utrzymanie miejsca w jej hierarchii.
Jaroslaw KACZYNSKI: Nie utrzymywalem z prezydentem codziennych kontaktów.
Po
zalatwieniu sprawy wychodzilem, mimo ze on chcial mnie wciagnac do swego
dworskiego ukladu, chcial, bym urzedowal w Belwederze. Nie mialem na to
ochoty. Poczatkowo sadzilem, ze Arkadiusz Rybicki odgrywa tam role
najblizszego doradcy. Gdy odszedl z Belwederu, moja obecnosc tam bylaby
dla
mnie degradujaca.
WYSOKI URZEDNIK KANCELARII: Ludzie prezydenta nie maja wlasnego zdania, za
to posiadaja umiejetnosc wpasowywania sie w kazda sytuacje. Zdolni sa
skrytykowac prezydenta mówiac, ze ma przekrzywiony krawat, ale nie - ze w
czyms sie myli. Nie chca zapobiegac jego nie dopracowanym czy blednym
pomyslom. Normalnie panuje ostra selekcja w dobieraniu ludzi na takie
stanowiska. Ludzie Walesy wiedza, ze sa w Belwederze na zasadzie: "trafilo
sie slepej kurze ziarno". Uwazaja, ze skoro sa w bardzo waznym miejscu, to
nie musza pamietac o elementarnej przyzwoitosci. Piastuja urzedy, które
powinny byc wzorem, w bardzo kiepskim stylu. Nie buduja autorytetu wladzy.
W
Belwederze wierzy sie w ludowe przyslowia, ale nie w to, ze "ryba psuje
sie
od glowy".
Jacek MERKEL: Jesli sie nie chce samemu decydowac, to trzeba miec
kompetetnych wspólpracowników i urzedników, którzy podsuna odpowiednie
rozwiazania, przyniosa papiery gotowe do podpisu. Inaczej wszystko zaczyna
stawac sie farsa i jest tak, jak w czasie nominacji Jerzego Milewskiego na
stanowisko ministra stanu ds. bezpieczenstwa narodowego, czyli jak w
wierszu
Brzechwy "Pali sie".
Bylo to wtedy, gdy bracia Kaczynscy i Maciej Zalewski odchodzili z
Kancelarii. Jerzy Milewski zostal wezwany do Belwederu. Przyjal go min.
Wachowski i przedstawil mu nominacje sformulowana tak, ze powierza mu sie
te
obowiazki, które dotad pelnil Lech Kaczynski. Milewski pyta: a co z
funkcja
sekretarza KOK? "Juz sa gotowi w ciagu minuty, konia prowadza - kon nie
podkuty". Na to Wachowski - jakiego sekretarza, jakiego KOK? Milewski
udziela krótkiego wykladu, ze ustawa, konstytucja, prawo, procedura,
prezydent...i sekretarz KOK. - A kto nim byl? - pyta Wachowski. Wiec
Milewski znów wyklad, tym razem historyczny, ze po jakims komunistycznym
generale Merkel, po nim Zalewski, ale jego nominacji nikt nigdy nie
widzial. - To byl, czy nie byl? - Nie wiadomo! "Trzeba zawolac szybko
kowala, ogien na dobre juz sie rozpala". Wachowski pecznieje ze zlosci.
Walesa czeka wsciekly w gabinecie, to piatek po poludniu, chce leciec do
Gdanska, samolot na lotnisku juz grzeje silniki. "Z pompa zepsuta nielatwa
sprawa, woda do beczki - beczka dziurawa". Wachowski za telefon. Dzwoni do
Kancelarii. - Czy Zalewski byl nominowany? - Nie wiadomo. - Szukac
natychmiast Zalewskiego, wyslac samochód. Czas mija. Zalewskiego nigdzie
nie
ma. "Trudno, to kazdej beczce sie zdarza, który tam szybko - wolac
bednarza". Walesa coraz bardziej wsciekly. Wreszcie Zalewski znalazl sie.
Twierdzi, ze jest sekretarzem. Szybko pismo. Odwolano, mianowano. Walesa
podpisal i jedzie na lotnisko. Panstwo polskie szczesliwie ma sekretarza
KOK.
Jaroslaw KACZYNSKI: Wachowski przychodzil do mnie, bym jemu i
Drzycimskiemu
zalatwil u Walesy nominacje na sekretarza stanu. Chcial, bym zrobil to ja
-
"zeby to bylo w ramach pokoju ze mna" - i odgrazal sie jednoczesnie, ze
nominacje i tak sobie zalatwi. Ide do Walesy, by wyrazic swój sprzeciw.
Odpowiada: - "Co ty smieszny jestes - oni sekretarzami stanu?" Jed**** po
kilku miesiacach obaj mieli nominacje.
WYSOKI URZEDNIK KANCELARII: Wiem, ze Wachowski chodzil do Kaczynskiego, by
zalatwil jemu i Drzycimskiemu awans. Gdy ten odmówil - w kilka miesiecy
potem sami sobie wypisali nominacje i poszli do Walesy, który podpisal.
Wiele bylo powodów, dla których chcieli byc nominowani. Raz, stawali sie w
ten sposób zwierzchnikami, Drzycimski - Rybickiego, Wachowski - Krzysztofa
Pusza. Dwa, nominacja dawala im prawo do duzego mieszkania sluzbowego.
Przerabiaja teraz dla nich przy Sobieskiego 102 standardowe mieszkania na
dwupoziomowe.
Jaroslaw KACZYNSKI: Walesa kieruje sie fatalna ocena motywacji ludzkich.
Poczucie, ze wszyscy z jego otoczenia chca prywatnych korzysci i
stanowisk,
prowadzi nieraz do zabawnych sytuacji: jak chce kogos ukarac, to odgraza
sie, ze delikwent "przez pól roku nic nie dostanie". Walesa wie, ze w
dzisiejszych wartkich politycznie czasach pól roku to wiecznosc. Ale z
drugiej strony nie zdaje sobie sprawy, ze sa ludzie, którzy kieruja sie w
zyciu czym innym.
Swiat kamerdynera
Jaroslaw KACZYNSKI: Dzisiaj moja ocena prezydentury jest w najwyzszym
stopniu krytyczna. Spodziewalem sie, ze nie bedzie najlepiej, ale nie
myslalem, ze bedzie az tak zle. Nie przewidzialem Wachowskiego.
Lech KACZYNSKI: Wachowski jest czlowiekiem majacym wplywy, a jego rola w
panstwie - olbrzymia. Jest tez niebezpieczny i zdolny do wszystkiego. Jego
obecnosc w Belwederze jest obraza dla panstwa. Próbuje on zdobyc wplywy -
wkrecic sie, omotac siatka niewidzialnych ukladów - w tych dziedzinach
zycia
panstwowego, które uwaza za istotne i nie myli sie w ocenie ich istotnego
charakteru. A wiec sily zbrojne, sluzby specjalne, polityka wschodnia.
Ostatnio - bankowosc.
Jaroslaw KACZYNSKI: Nie przecze, ze wykazanie, iz Wachowski jest powaznym
zagrozeniem dla panstwa, to zadanie trudne. Pewne informacje, niestety,
trzeba przyjmowac na wiare. Wachowski jest skryty. Ja odwoluje sie przede
wszystkim do wydarzen, w których sa swiadkowie. A wiec sprawa wykreslenia
fragmentów z przemówienia Walesy w Brukseli, sprawa czestej obecnosci
admirala Kolodziejczyka w gabinecie Wachowskiego. Ze Wachowski odgrywa
niebezpieczna role, tego czlowiek, który nigdy nie przebywal w Belwederze,
nie moze wiedziec.
Juz sam fakt, ze ktos prawie w ogóle nie znany, z dziwnym zyciorysem, bez
zadnego przygotowania politycznego czy merytorycznego jest sekretarzem
stanu
i jedna z najbardziej wplywowych osób w kraju - jest co najmniej
niepokojacy.
Wobec Wachowskiego wysuwano najciezsze zarzuty, ale stuprocentowego dowodu
nigdy nie otrzymalem. Wiele poszlak dostarcza analiza jego zyciorysu,
zwlaszcza od momentu jego pojawienia sie przy Walesie w 1980 r., oraz jego
cechy charakteru. Byly tez rózne sygnaly z innych panstw.
Bede mówil o faktach dotad ukrytych przed opinia publiczna.
Wachowski jest osrodkiem niewidzialnych ukladów wojskowych, w tym w
sluzbach
specjalnych. Jest tez w ukladach z MSW, zwlaszcza z gen. Weinertem, szefem
nadwislanskich jednostek KBW, którego próbowal zrobic ministrem spraw
wewnetrznych. Wiadomo, Korpus Bezpieczenstwa Wewnetrznego to ostatnia
barykada rezimu. Jego sklad oficerski byl dobierany jeszcze staranniej niz
w
bezpiece. Zakladano, ze bezpieka moze w pewnym momencie peknac i to KBW ma
byc formacja do walki ze zbuntowana ludnoscia i zbuntowanym wojskiem.
Weinert jest generalem ze starych komunistycznych ukladów. Jego wspólpraca
z
Wachowskim przybierala rózne formy, z których najniewinniejsza bylo
wykonywanie, przez chlopców z KBW wlasnie, remontów Belwederu za tzw.
dzienna stawke zywieniowa, co wypadalo bardzo tanio. Weinert czesto
przesiadywal u Wachowskiego, a ten wielokrotnie bronil go jak lew przede
mna
i Walesa. Gdy zaczal zabiegac o teke ministra MSW dla Weinerta,
kwestionujac
przy kazdej okazji kompetencje min. Majewskiego - wszystko zaczelo ukladac
mi sie w logiczna calosc. Weinert bylby bowiem drugim po Kolodziejczyku
komunistycznym ministrem zaleznym od Wachowskiego. Na szczescie jego
zabiegi
zakonczyly sie niepowodzeniem.
Wielokrotnie, gdy wchodzilem do Belwederu, widzialem w szatni
charakterystyczny plaszcz i czapke z admiralskimi dystynkcjami. Nie mialem
watpliwosci, ze naleza one do min. Kolodziejczyka. W koncu nie mamy tak
wielu admiralów. Poczatkowo myslalem, ze bywa on u Walesy, do którego ja
sie
wybieralem i obawialem sie nawet, ze jego wizyta uniemozliwi mi rozmowe z
prezydentem. Po kilku razach zorientowalem sie jed****, ze Kolodziejczyk
przesiaduje u Wachowskiego.
Wachowski przez dlugi czas ostro podpuszczal Walese przeciw idei
"trójkata",
a konkretnie przeciwko Havlowi i premierowi Wegier Antallowi. Potem nagle
zmienil zdanie. Z poczatku myslalem, ze zdanie zmienil Walesa, ale potem
sie
dowiedzialem, ze to pod wplywem Wachowskiego...
Krótko mówiac, Wachowski wywiera w zasadniczych dla panstwa sprawach
bardzo
negatywny wplyw. Co gorsza, nie jest to wynik prostactwa i nieuctwa. Widac
w
tym jakas mysl, co mi nasuwa powazne podejrzenia. Gdybym mial z
postepowania
Wachowskiego wydedukowac jego cele, powiedzialbym, ze chodzi o
petryfikowanie komunistycznego ukladu wplywów we wladzach oraz utrudnianie
takiej polityki, która zblizalaby nas do Zachodu i umacniala nasze z nim
zwiazki. Dzialanie w tych kierunkach bylo wiecej niz wyrazne.
WYSOKI URZEDNIK KANCELARII: Wachowski dziwnie dobrze zna jezyk, który
rozumieja ludzie dawnego aparatu. Zawoalowane grozby i niedopowiedzenia,
które dawnych aparatczyków stawiaja na bacznosc. "Wladza w Polsce jest
prezydent, a wola prezydenta jest to i to... wiecie, rozumiecie" - mówi.
Lech KACZYNSKI: Wachowski wobec dawnych wspólpracowników Walesy stosowal
metode "kolejnego koszenia". Na pierwszy ogien poszedl Krzysztof Pusz,
potem
Arkadiusz Rybicki. Jesli chodzi o mnie i brata, proponowal nam
wielokrotnie
uklady, które ze wzgledów zasadniczych odrzucalismy. Zreszta on z zasady
nie
dotrzymuje zadnych ukladów. Nie kryl, ze to on bedzie decydowal o tym, kto
ma zostac w Kancelarii, a kto nie. Wielokrotnie powolywal sie na "wole
prezydenta", mimo ze ten jej nie wyrazal. Demonstrowal niezwykla pewnosc
siebie. Nie umiem sobie wytlumaczyc fenomenu jego kariery. Powrócil po 7
latach, w listopadzie 1990, i w ciagu paru tygodni zostal przy Walesie
numerem 1. Pozostaje z nim w kontakcie niemal bez przerwy, kontaktuje sie
tez z jego rodzina. Mysle, ze demonstracyjnym oddaniem i bezkrytyczna
ulegloscia zaspokaja potrzeby psychiczne Walesy.
Sa rzeczy, o których sie w Kancelarii powszechnie wie, a które udowodnic
jest niezmiernie trudno. Min. Wachowski raz zostal tylko przylapany przez
Pusza na wyludzeniu i przywlaszczeniu sumy 3 tys. dol. Jed**** prezydent
zobowiazal go do zwrotu pieniedzy i na tym sprawa sie skonczyla.
WYSOKI URZEDNIK KANCELARII: W grudniu 1990 roku Wachowski, powolujac sie
na
nie istniejaca wole prezydenta, wyludzil 3 tys. dolarów od S. M.,
przedstawiciela zaprzyjaznionego z Walesa amerykanskiego milionera
polskiego
pochodzenia E. P. Wachowski w rozmowie z S. M. stwierdzil, ze prezydent
jest
w zlej sytuacji finansowej i dlatego on w jego imieniu prosi o 50 tys.
dolarów rocznie na utrzymanie prezydenta i jego rodziny. 3 tys. przyjal
jako
pierwsza wplate. Zbulwersowany S. M. poinformowal jed**** o sprawie Pusza,
który zawiadomil Jaroslawa Kaczynskiego, a ten z kolei - Walese.
Wachowskiemu ****azano zwrot pieniedzy, lecz nie wyciagnieto wobec niego
zadnych konsekwencji.
Lech KACZYNSKI: Wachowskiemu wzrastal apetyt w miare jedzenia.
Przypuszczam,
ze poczatkowo chcial pozostac wplywowym szefem gabinetu, z czasem doszedl
do
wniosku, ze moze sie pokusic o przejecie kontroli nad Kancelaria. Obawiam
sie, ze problem Wachowskiego jest bagatelizowany przez elity polityczne.
Chyba na zasadzie, ze skoro to Kaczynscy twierdza, iz Wachowski jest
zagrozeniem dla panstwa - to nie moze byc prawda.
Jerzy MILEWSKI: Nie wiem, na czym polegaja patologiczne uklady wytwarzane
przez ministra Wachowskiego, o których mówi w wywiadach Jaroslaw
Kaczynski.
Ja ich nie widze. Sekretarz stanu Wachowski jest szefem gabinetu
prezydenta,
a wiec organizuje prace glowy panstwa. Jest to funkcja bardzo wazna,
trudna
i niewdzieczna. W Stanach Zjednoczonych role taka pelni "szef sztabu
Bialego
Domu" i choc nie wchodzi on w sklad rzadu, wiadomo, ze jest jednym z
najbardziej wplywowych ludzi w otoczeniu prezydenta. Wachowski odgrywa
wazna
role, ale domniemanie, ze Walesa jest w jakis sposób ograniczany,
ubezwlasnowalniany, sterowany przez swojego szefa gabinetu, jest
nieprawdziwe. Jeszcze nikomu sie to nie udalo. Prezydent Walesa jest po
prostu niesterowalny.
Krzysztof WYSZKOWSKI: Wachowskiemu nie przyswiecaja zadne cele
historyczne.
Ambicja polityków jest pozytywnie wpisac sie do historii panstwa i narodu,
dla niego - jedynym celem jest uzywanie wladzy, zabawa, zart. Oto nagle
ktos
bez przeszlosci, kto nigdy nic dla tego kraju nie zrobil, staje sie drugim
czlowiekiem w panstwie. Przyjmowany jest przez królowa angielska. Okazuje
sie, ze historia jest smieciem. Ze mozna ja ujezdzac jak stara kobyle,
opluwac, kopac, a ona pozostaje bierna. To, ze taki Wachowski moze
decydowac
o losach tak dumnego narodu jak Polacy, to kpina z historii. Potwierdza to
jed**** jego, Wachowskiego, widzenie swiata.
Ciemne lustro duszy prezydenta
WYSOKI URZEDNIK KANCELARII: Kariere Wachowskiego tlumacze sobie tym, ze
bez
najmniejszej dyskusji wykonuje kazde, nawet najglupsze polecenie Lecha.
Ponadto jest swietnym psychologiem, zna potrzeby Walesy. Potrafi go
rozweselic, schlebic mu albo podenerwowac - utrzymac w odpowiednim
napieciu,
co Walesa lubi. Wreszcie jest dyspozycyjny 24 godziny na dobe. Caly dzien
i
cala noc w Belwederze. Przeciez tego nikt normalny by nie wytrzymal.
Krzysztof WYSZKOWSKI: Wachowski wytwarza wokól Walesy atmosfere
pogardliwego, cynicznego i jadowitego zartu z interesu narodowego i
instytucji panstwa. Odbywa sie to na zasadzie odreagowywania napiecia
psychicznego. Jedni sie upijaja, inni przeklinaja, jeszcze inni zamykaja
sie
w lazience i krzycza. Wachowski rozpreza Walese potezna dawka ordynarnie
wyrazanej pogardy dla swiata, która zabarwiona jest humorem i goraczkowa,
wrecz chorobliwa wesoloscia. Gdyby Walesa z natury byl bardziej
kulturalny,
byloby to dla niego nie do zniesienia. Wachowski nie jest wiec niczym
wiecej
jak czarna strona samego Walesy. On nie ma dwóch twarzy. Jego twarz jest w
ogóle nieznana.
Jaroslaw KACZYNSKI: Wachowski zaspokaja róznego rodzaju potrzeby Walesy,
zwlaszcza psychiczne. Moze cos na niego ma? Nie wiem. Sam Wachowski mówil
mi, ze Walesa wyrzuca go cztery razy dziennie, ze niemal doslownie wyciera
nim podloge. Z drugiej strony liczy sie ogromnie z jego glosem. Wachowski
jest zreczny i inteligentny. Posiada spryt, spryt kryminalny, gotowy jest
wykonac wszystko, by zaspokoic prezydenta. Wielokrotnie w rozmowie z
Walesa
stawialem sprawe Wachowskiego. Byla ona glównym przedmiotem s****u. Gdy
zadalem jego usuniecia, odpowiedz zawsze byla wykretna.
Krzysztof WYSZKOWSKI: By dobrze ukryc wlasne zycie prywatne, trzeba
znalezc
ludzi, którzy nie beda wierni publicznie wyrazanym przez Walese
wartosciom.
I to jest tajemnica sukcesu Wachowskiego.
Wachowskiego zawsze widac w otoczeniu prezydenta, ale on publicznie nie
istnieje, nie udziela zadnych wywiadów i z niczego sie nie tlumaczy. Taki
ma
byc - widoczny tylko dla prezydenta. Ma zalatwiac tylko te ciemne sprawy.
Zreszta, gdyby rzecz postawic pragmatycznie, te sprawy nie musialyby byc
takie ciemne. Pewne rzeczy z pewnoscia mozna by ujawnic i uznac, ze np.
pieniadze sa konieczne, a prezydent w jakis sposób musi te pieniadze
gromadzic.
Moskiewski pucz - godzina próby
Lech KACZYNSKI: Informacja o puczu w Moskwie dotarla do mnie z samego
rana.
Natychmiast udalem sie do biura i zadzwonilem do prezydenta, ale ten
poinformowal mnie, ze juz rozmawial z kim trzeba i nie jestem potrzebny.
Do
Belwederu nie zostalem zaproszony. Wtedy podjalem decyzje o rezygnacji ze
stanowiska ministra stanu ds. bezpieczenstwa narodowego, ale dymisje, z
wielu wzgledów, zlozylem dopiero przed wyborami.
Jaroslaw KACZYNSKI: W tym czasie zabiegalem razem z bratem o gwarancje od
NATO. Wydawalo sie, ze pucz jest do tego jakas okazja, ale i to diabli
wzieli. Walesa odrzucil interesujaca oferte posrednictwa w tej sprawie.
Ponadto, ku naszemu zdumieniu, nie chcial zwolac Rady Bezpieczenstwa
Narodowego. Jak twierdzil, nie potrzebowal zadnych rad.
Pucz Janajewa byl poczatkiem zerwania wszelkich kontaktów. Przestalem
jezdzic do Belwederu. Pismo z uzasadnieniem dymisji mialem zreszta w
biurku
juz od wiosny. Podobnie jak brat, z rezygnacja czekalem do wyborów w
obawie
przed atakiem prasy, ze "nas wyrzucono" i to w zwiazku z "Telegrafem".
Lech KACZYNSKI: Postanowilem oddzialywac poprzez czeste kontakty z
premierem. Bielecki powolal specjalny sztab na szczeblu ministerialnym.
Poza
ogólna ocena sytuacji rozwazano zagrozenie granicy wschodniej, nie tyle
przez Armie Radziecka, ile przez emigrantów. Staralem sie sledzic reakcje
NATO w odniesieniu do Polski i innych krajów Europy Wschodniej. Uwazalem,
ze
powstala szansa na pozyskanie pewnych gwarancji od Paktu
Pólnocnoatlantyckiego. Informacje naplywajace z Zachodu dawaly jej pewien
stopien realnosci. Wszystko rozgrywalo sie w ciagu 48 godzin i wszyscy
mieli
swiadomosc skali wydarzenia i skali zagrozen.
19 sierpnia zwrócilem sie z oficjalnym wnioskiem o zwolanie Rady
Bezpieczenstwa, ale juz po poludniu wiedzialem, ze nic z tego. Lech
powiedzial mi, "ze jest jak ryba w wodzie i ze on rozgrywa wszystko, a
pomaga mu minister Wachowski". Wyraznie stwierdzil, ze to wylacznie jego
sprawa.
Jerzy MILEWSKI: Prezydent nie zwolal Rady Bezpieczenstwa Narodowego
przypuszczalnie dlatego, ze nie sadzil, by w sposób istotny pomogla jemu
lub
rzadowi w pracy. Zreszta prawo inicjatywy zwolania Rady przysluguje
wszystkim jej czlonkom, a jakos nikt ze strony rzadu nie domagal sie tego:
ani minister spraw zagranicznych, ani obrony narodowej, ani spraw
wewnetrznych, ani premier. Prezydent konferowal z czlonkami Rady
pojedynczo
lub w malych grupach, tyle ze nigdy w pelnym skladzie i nigdy w siedzibie
BBN przy Alejach Ujazdowskich 5, ale kilkaset metrów dalej - w Belwederze.
Jacek MERKEL: Prezydent nie zwolal Rady Bezpieczenstwa Narodowego, ciala,
które stworzone jest wlasnie na taka okazje. Natomiast, jak twierdzil,
powolal jakies nieformalne, niekonstytucyjne cialo, w którym nie wiadomo
kto
byl, chyba ze minister Drzycimski, minister Wachowski i ksiadz kapelan
major
Alfred Franciszek Cybula.
Jerzy MILEWSKI: Premier powolal miedzyresortowy sztab kryzysowy. W dniach
puczu do rangi powaznego problemu urosla obecnosc 45 tysiecy zolnierzy
radzieckich w Polsce. Ze strategicznego punktu widzenia jest to niewiele,
lecz wystarczajaco duzo, by zorganizowac jakas prowokacje.
Lech KACZYNSKI: Obaj z bratem naciskalismy na Walese, by nie prowadzic
kolejnej rundy rozmów na temat wycofania wojsk radzieckich, zwlaszcza ze
wezwany do MSZ ambasador Kaszlew stwierdzil, ze nowe wladze nalezy
traktowac
jako element trwaly, a wedlug naszej oceny pucz sie sypal. Strona rosyjska
sama nie wiedziala, kogo reprezentowac. MSZ jed**** rozmów chcial i odbyly
sie, nie przynoszac zadnego postepu.
Jerzy MILEWSKI: Bylem szefem Biura Bezpieczenstwa Narodowego i zastepca
ministra stanu ds. bezpieczenstwa narodowego. BBN nie ma kompetencji
wykonawczych, nie podlega mu zadna formacja wojska czy policji. Zbiera
tylko
i analizuje informacje do wiadomosci i uzytku prezydenta oraz czlonków
Rady
Bezpieczenstwa i formuluje propozycje. Uruchomilismy calodobowe dyzury i
czekalismy na rozwój wydarzen.
Nie zrealizowany scenariusz
Jacek MERKEL: Jesli w sasiednim mocarstwie ma miejsce pucz wojskowy o
fundamentalnym znaczeniu dla bezpieczenstwa i suwerennosci Polski,
uruchomiona powinna zostac panstwowa maszyneria wedlug tajnego, wczesniej
zaplanowanego schematu. Prezydent powinien zwolac w trybie natychmiastowym
posiedzenie Rady Bezpieczenstwa, na którym ministrowie obrony, spraw
zagranicznych i wewnetrznych zreferowaliby sprawe. Powinien powolac sztab
antykryzysowy. Na podstawie uprawnien konstytucyjnych powinien tez zwolac
nadzwyczajne posiedzenie rzadu. W tym czasie rzecznik prasowy prezydenta
powinien konczyc oredzie prezydenta do narodu.
Prezydent, jednoczesnie przeciez zwierzchnik Sil Zbrojnych
Rzeczypospolitej,
mial obowiazek wystapic w TV z patriotycznym oredziem, takim, jakie
wyglosil
prezydent Kennedy podczas kryzysu kubanskiego czy Beck po ultimatum
Hitlera.
Tak sie buduje historie. To przemówienie mogloby wejsc do kanonu polskich
wystapien politycznych. Tymczasem min. Drzycimski z drewniana twarza
odczytal jakis tekst. Nie tego oczekuje naród w tak dramatycznym momencie.
Zdziwienie, bezradnosc, wzmozone obawy o wlasne bezpieczenstwo (slyszalem,
ze Walesa kazal wzmocnic ochrone osobista), nerwowe telefony do
Jaruzelskiego i Kiszczaka - tak zachowywal sie prezydent w pierwszych
godzinach puczu. Jezeli sie dzwoni do Jaruzelskiego, który ma wplywy wsród
potencjalnych zwyciezców puczu, to znaczy, ze nie wierzy sie w to, iz ma
sie
kontrole nad wlasna armia. Nie tak zachowuje sie glowa niepodleglego
panstwa.
Krzysztof WYSZKOWSKI: Namawiano Walese na wygloszenie telewizyjnego
przemówienia. Walesa jed**** krecil, nie chcial, w koncu odmówil.
Koniecznosc
publicznego wystapienia przywódców narodu w chwili potencjalnego
zagrozenia
polskiej panstwowosci byla tak oczywista, ze premier Bielecki sam
zdecydowal
sie wystapic przed kamerami. Przygotowal tekst przemówienia, ale wtedy
Walesa zabronil jego wygloszenia.
Jaroslaw KACZYNSKI: Walesa najwyrazniej sadzil, ze pucz musi wygrac,
chociaz
z wypowiedzi Busha wynikalo, ze sie sypie. Bush nie stawialby przeciez
sprawy na ostrzu noza i nie szedlby na konfrontacje z trwala wladza, która
ma 30 tys. glowic nuklearnych. A juz w poniedzialek po poludniu zajal
nieslychanie twarde stanowisko.
Walesa do ostatniej chwili ignorowal Jelcyna stawiajac na Gorbaczowa.
Uwazam, ze to element jego politycznego infantylizmu i niesamodzielnosci.
Nie wiem, czy pod wplywem prasy czy innych sygnalów mówil: "Ten Jelcyn to
satrapa".
WYSOKI URZEDNIK KANCELARII: Walesa uwazal, ze prowadzi swietna polityke
wobec Rosji: czekanie, nieczynienie zadnych gestów w zadna strone,
podtrzymywanie Gorbaczowa.
WYSOKI URZEDNIK KANCELARII: Istnialo powazne podejrzenie, ze KGB, które
przetrwalo jako struktura imperialna, prowadzi w Polsce dzialalnosc
agenturalna, której celem jest utrzymywanie w kraju slabej wladzy. Nie ma
na
to zadnych dowodów, ale jest wiele interesujacych zbieznosci.
Jaroslaw KACZYNSKI: Jeszcze na dlugo przed puczem padaly przez posredników
propozycje spektakularnego spotkania Walesy z Jelcynem podczas wizyty
Papieza. Mialoby wtedy dojsc do pojednania miedzy narodem polskim i
rosyjskim. To byl najdalej idacy sygnal, na ile mozliwy do zrealizowania,
nie wiem. Byly i inne.
Lech KACZYNSKI: Pucz upadl. Sztab jeszcze przez kilka dni rozmyslal, jakie
sa relacje pomiedzy Gorbaczowem a Jelcynem. Wszyscy przewidywali szybki
koniec tego pierwszego. Zupelnie niezrozumiale bylo wiec uparte trzymanie
sie przez Belweder Gorbaczowa. Wiem tez o opóznianiu telefonu do Jelcyna.
Tutaj naciskal mój brat. Na przeszkodzie stac mialy niby trudnosci
techniczne. Nie wiem, czy to prawda. Inni sie dodzwonili.
Jerzy MILEWSKI: Prezydent dodzwonil sie do Jelcyna, za co on potem mu
dziekowal. Z powodów blokady technicznej, a takze natloku przywódców wielu
krajów starajacych sie o polaczenie, Belweder uzyskal kontakt bardzo
pózno,
a do Gorbaczowa w ogóle nie udalo sie dodzwonic. Bush i Mitterrand
dodzwonili sie, ale innym przywódcom tez sie to nie udalo.
Jacek MERKEL: Zachowanie Walesy jest dla mnie niezrozumiale,
niewytlumaczalne i nie znajdujace usprawiedliwienia. Mój sprzeciw budzi
tez
sposób reprezentowania Polski przez Walese w rozmowie z prezydentem
Jelcynem. Gdy wreszcie, jako jednemu z ostatnich przywódców w Europie,
"udalo mu sie" dodzwonic do prezydenta Rosji, oczom milionów telewidzów
ukazal sie spocony Walesa, w koszuli z podwinietymi rekawami, poluzowanym
krawatem, z rozlozona na biurku gazeta, z Wachowskim krazacym za fotelem,
podsuwajacym jakies "nie cierpiace zwloki" papiery do podpisu. Otóz
elementarna grzecznosc, takze wobec wlasnych obywateli, wymaga, aby
transmitowana przez TV oficjalna i arcywazna rozmowa miala minimum
naleznej
oprawy.
Wstydliwa korespondencja
WYSOKI URZEDNIK KANCELARII: Brak systematycznej pracy nad kwestia
wschodnia
spowodowal, ze w momencie puczu Walesa nie wiedzial, jak sie zachowac. W
ostatniej chwili wyrwano mu z reki gratulacyjny list do Janajewa.
Spodziewal
sie, ze pucz pociagnie za soba duze zmiany i ze SdRP moze stac sie glówna
sila polityczna. Myslal, ze jak pierwszy napisze list, to nie straci
inicjatywy. Pomylic sie moze kazdy, ale jego polityka wschodnia jest po
prostu kwestia przypadku.
Jerzy MILEWSKI: Prezydent próbowal nawiazac kontakt telefoniczny i z
Jelcynem, i z Gorbaczowem, i z Janajewem. O ile wiem, dominowal poglad, ze
przejecie wladzy przez doktrynerów komunizmu, wojsko i KGB powaznie
zagroziloby naszej suwerennosci. Racja stanu wymagala dzialania z
najwyzsza
rozwaga. Oceniano, ze nie wolno dac Janajewowi do reki argumentu, iz
wladze
Polski dzialaja przeciw niemu. Prezydent nie rozmawial z Janajewem. Nie
wiem, czy wyslano do niego list. Nie nalezalem do osób, które o tym
decydowaly. Nie widzialem takiego listu ani jego projektu. Gdybym
uczestniczyl w opracowywaniu takiego tekstu, to optowalbym za
umieszczeniem
nastepujacych tresci: jestesmy krajem niezaleznym i takim zamierzamy
pozostac; nie mamy roszczen wobec ZSRR; oczekujemy szybkiego zakonczenia
rokowan i wycofania wojsk radzieckich z Polski; umowy o dostawie ropy
naftowej i gazu ziemnego nie beda zerwane.
Nie bylby to list legitymujacy Janajewa. Stanowilby pewna polityczna
oslone
przed zakusami ponownego wlaczenia Polski do odrestaurowanego przez
puczystów imperium, w przypadku gdyby pucz sie udal. Sadze jed****, ze
zadnego listu nie wyslano. Szczesliwie, pucz zalamal sie szybko i kontaktu
z
Janajewem nie bylo. Moze zreszta nie bylby on w ogóle mozliwy, gdzie
puczysci mieli czas na myslenie o Polsce?
Jaroslaw KACZYNSKI: Wiem, ze podczas puczu napisano list, w którym
prezydent
Walesa uznawal prezydenta Janajewa. Domyslam sie, ze list byl autorstwa
najblizszego otoczenia prezydenta. Walesa mówil: "Ja znam Janajewa". Mój
brat tez go zna - z tego samego miejsca co Walesa - z Genewy, gdzie
Janajew
byl reprezentantem radzieckich pracowników. W Pradze, podczas spotkania
rozwiazujacego Uklad Warszawski, Leszek szedl korytarzem, gdy Janajew,
szef
delegacji rosyjskiej, zahaczyl go: "O, tawariszcz Kaczynskij".
Jacek MERKEL: Z dobrze poinformowanych zródel w Belwederze wiem, ze Walesa
mial gotowy list do Janajewa. Zabraklo sekund, by go wyslal. W ostatniej
chwili zablokowal go bohatersko premier Bielecki. Gdyby list wyslano -
Walesa znalazlby sie w towarzystwie Kadafiego, Husajna, Tyminskiego.
Lech KACZYNSKI: 19 sierpnia dowiedzialem sie o decyzji wyslania listu do
Janajewa. Nie wiem, czyj to byl pomysl, czy samego prezydenta czy ministra
Wachowskiego. To bylo tuz po aferze zwiazanej z wykresleniem fragmentów z
wystapienia Walesy w brukselskiej siedzibie.
Szara eminencja
Lech KACZYNSKI: Na poczatku byly dwa warianty przemówienia - A i B. Jeden
powstawal w MSZ, drugi wzbogacony byl o fragmenty wprowadzone przez
Kancelarie Prezydenta. Odbylem z min. Skubiszewskim dwa spotkania, w toku
których ustalilismy ostateczna - kompromisowa wersje, która otrzymal
Walesa
i która MSZ przekazal do NATO. Juz w Brukseli dowiedzialem sie, ze w
polskiej delegacji panuje zamieszanie, bo jest wersja A i B. Tlumaczylem,
ze
jest tylko jedna, uzgodniona z MSZ. Ale ludzie z najblizszego otoczenia
Walesy ciagle udawali, ze nie rozumieja. Trzykrotnie do tego wracano.
Powtarzalem: "Wersja B nie istnieje!" W rezydencji oficjalnych gosci rzadu
belgijskiego Wachowski przeczytal wersje A i powiedzial: "Nie bedzie
takiej
antyrosyjskiej prowokacji". Nastepnego dnia droge do siedziby NATO mialem
odbyc w towarzystwie prezydenta, ale Wachowski, trzymajac tekst w reku,
wepchnal sie przede mna do samochodu Walesy. W tym momencie zauwazylem, ze
czesc wierszy jest wykreslona. Walesa wyglosil przemówienie - okazalo sie,
ze skrócone.
WYSOKI URZEDNIK KANCELARII: Min. Krzysztof Skubiszewski powiedzial, ze
wszyscy sa wsciekli, bo tekst rozdany ewidentnie róznil sie od
wygloszonego.
Wysocy urzednicy NATO mieli do nas pretensje. Twierdzili, ze to oni beda
posadzeni o wywieranie nacisków, by usunac z przemówienia antysowieckie
akcenty.
Wykreslony przez Wachowskiego fragment brzmial: "Nie mozemy jed**** ukrywac
prawdy [o stosunkach Polski z ZSRR - red.]. Istnieja problemy, które klada
sie cieniem na naszej wspólpracy. Mimo naszych staran i naszej
elastycznosci
w rokowaniach, wciaz nie ma mowy o wycofaniu wojsk radzieckich
stacjonujacych w Polsce. ZSRR proponuje odlegle daty i powolne tempo
wycofywania tych wojsk. Taka polityka wobec suwerennej Polski jest nie do
przyjecia. Oczekujemy pozytywnego przelomu, który bedzie wazny dla poprawy
atmosfery bezpieczenstwa na calym kontynencie".
Jerzy MILEWSKI: Uwazam, ze min. Wachowski wykreslil fragment przemówienia
na
polecenie prezydenta. Nie bylem w Brukseli, ale znam Walese na tyle, aby
byc
o tym przekonany. Zreszta, tekst przemówienia rozdany dziennikarzom
zawieral
ten fragment, a wiec prezydentowi nie chodzilo o jego usuniecie, lecz
tylko
o oslabienie jego wydzwieku.
Lech KACZYNSKI: W Belwederze nie bylem w stanie ksztaltowac biezacej
polityki obronnej prezydenta, ale bylem jeszcze na tyle silny, ze moglem
zapobiegac niefortunnym pomyslom i nominacjom generalskim. Na kilka dni
przed 19 sierpnia sprzeciwilem sie zmianom personalnym w kierownictwie
specjalnych sluzb wojskowych. Bo wiedzialem, ze przyjsc ma czlowiek z
niewidzialnych, wytwarzanych z duza zrecznoscia przez ministra
Wachowskiego,
patologicznych ukladów. W dniu puczu dowiedzialem sie, ze wlasnie tej
nominacji dokonano [chodzi o Czeslawa Wawrzyniaka - red.]. Mysle, ze
minister Wachowski z premedytacja podsunal do podpisu nominacje w
momencie,
w którym prezydent poczul, ze powstalo zagrozenie.
Gdy przyszedlem do Kancelarii w marcu, Walesa powierzyl mi przedstawienie
propozycji dotyczacych zmian personalnych w silach zbrojnych, co laczylo
sie
z idea ucywilnienia Ministerstwa Obrony. Milewski przeprowadzil w moim
imieniu dziesiatki rozmów z rozmaitymi wyzszymi oficerami armii. Nasze
propozycje - strukturalne i personalne - przedstawilem Walesie ok. 20
czerwca 1991 r. W tym czasie zaczal mnie nachodzic Wachowski i mówic, bym
zapomnial o idei cywilnego ministra obrony. Ze to piesn przyszlosci, ze to
niemozliwe. Podobnie Walesa zaczal wyraznie wycofywac sie z koncepcji
ucywilnienia resortu. Doszlo miedzy nami do ostrych starc. Bylem
zdecydowany
na zlozenie dymisji. Stanelo na kompromisie: minister - cywil, szef sztabu
z
duzymi kompetencjami - wojskowy. Jedyne posiedzenie Rady Bezpieczenstwa
Narodowego, które mialo miejsce w czasie mojej krótkiej kadencji, odbylo
sie
5 lipca i ono przebiegalo juz spokojnie.
Jaroslaw KACZYNSKI: Nietrudno sobie wyobrazic, co by bylo, gdyby Janajew
wygral. Praktycznie oznaczaloby to brak kontroli nad czymkolwiek, co w
takim
momencie jest wazne i decydujace. Wiadomo, ze wtedy natychmiast
komunistyczne kontakty odzyskalyby swoja dawna sile. Zezwolenie na wplywy
admiralów Kolodziejczyków doprowadzily Walese na próg decyzji nie do
przyjecia... Niestety, nie wszystko moge mówic... decyzji o charakterze
wojskowym, zupelnie egzotycznych sojuszy wojskowych, które w istocie
umacnialyby nie tyle pozycje militarna Polski, ile pozycje armii w Polsce
i
innych krajach postkomunistycznych, wytwarzajac tym samym izolowany od
przemian uklad, który potencjalnie móglby stac sie zawsze dyspozycyjny
wobec
centrali moskiewskiej.
Bankierski poker
Jaroslaw KACZYNSKI: Mówiac o patologicznych ukladach w Belwederze trzeba
wspomniec Andrzeja Kozakiewicza, zastepce Wachowskiego, sekretarza ds.
ekonomicznych prezydenta. W aeropagu trzech mezów stanu zajmowal on
wyraznie
najslabsza pozycje - po Wachowskim i Drzycimskim. Praktycznie biegal za
"chlopaczka na posylki". Kozakiewicz prowadzil najrózniejsze interesy.
Dochodzilo zreszta do komicznych sytuacji, bo - w ramach "przyjazni" ze
mna - prowadzil ze swymi klientami takie rozmowy: "Nie dostal pan kredytu
z
banku... wie pan dlaczego... Kaczynski zabronil... ale wie pan, to sie da
zalatwic, bo tak naprawde, my tu rzadzimy, a nie Kaczynski". Oczywiscie,
nigdy w zyciu o zadnym kredycie nie slyszalem, nie mam i nigdy nie mialem
zadnych wplywów w bankach.
Na czym to wszystko polegalo, nie wiem. Wiem tylko, ze bankowcy bywali u
Wachowskiego. On tworzyl jakis uklad, a ostatnia nominacja
Gronkiewicz-Waltz
jest na to dowodem. Oni po prostu dawali róznego rodzaju sygnaly, ze
Kancelaria Prezydenta to miejsce, w którym rózne rzeczy mozna zalatwic.
Czy
z tego wynika, ze tworzy sie tam jakis duzy, dziwny uklad finansowy?
Wszystko wskazuje na to, ze dla zabawy tego nie robia, ale dowodów na to
nie
ma.
Jacek MERKEL: Jest oczywiste, ze istnieje wielu, o niebo lepszych,
kandydatów na stanowisko prezesa NBP niz pani Gronkiewicz-Waltz. Bielecki,
Leszek Balcerowicz, Marek Dabrowski - wszyscy oni maja doswiadczenie
administracyjne, sa ekonomistami. Pierwszych dwóch jest dobrze znanych w
swiecie finansów. Prowadzili negocjacje za granica, co w warunkach
polskiego
zadluzenia jest dla prezesa banku skrajnie istotne. Moja ocena
merytoryczna
pani prezes jest niska. Posiada ona specyficzny sposób postrzegania
systemu
finansowego panstwa przez koniecznosc zwalczania afer, a nie przez
sterowanie tym niezwykle delikatnym systemem. Ona osobiscie jest
wspólautorka prezydenckiego weta w sprawie odrzucenia jej kandydatury.
To nieprawda, ze jest ona osoba spoza ukladów. Jest liderem partii
politycznej "Victoria", której glównym celem programowym jest popieranie
Walesy i która w ostatnich wyborach parlamentarnych zebrala ok. tysiaca
glosów.
Lech KACZYNSKI: Wybór pani Waltz na prezesa NBP miesci sie w logice
polityki
ministra Wachowskiego. Nikt nie kwestionuje jej kompetencji w zakresie
prawa
bankowego, co wystarczy, by byc doradca. Jest dobrym fachowcem, ale to za
malo, by zostac prezesem banku, w którym pracuje 9 tys. ludzi, i
kontrolowac
caly system finansowy panstwa. Wiem, ze juz dostala polecenia z Belwederu,
które nie maja nic wspólnego z polityka finansowa banku.
Obawiam sie, ze przy mistycznym podejsciu nowej pani prezes do prezydenta,
praktyka zarzadzania bankiem bedzie polegala na telefonach ministra
Wachowskiego i jego powolywaniu sie na "wole prezydenta". Styl pracy "na
telefon" moze skonczyc sie zle dla banku i samej pani prezes, która
zreszta
juz powiedziala, ze prezydent ma wyjatkowy instynkt prawny. Ja nie
odmawiam
Walesie wielkiego instynktu politycznego, ale prawnego - nie ma w ogóle,
nawet jednej dziesiatej promila. On w ogóle nie rozumie tego zjawiska,
jakim
jest prawo.
Jacek MERKEL: Najbardziej niepokojacy wydaje mi sie jed**** mechanizm
politycznego dzialania, który - zreszta skutecznie - zastosowal Walesa.
Jako
duzej klasy taktyk dokonal rzeczy zdumiewajacej. Upokorzyl i osmieszyl
Sejm,
otwierajac sobie na przyszlosc mozliwosc takiego samego mianowania
premiera
jak prezesa NBP - w drodze kilkakrotnego proponowania tej samej,
odrzucanej
uprzednio przez Sejm kandydatury. W obliczu uplywu trzymiesiecznego
terminu
prezydent albo postawi na swoim i przeforsuje nie chcianego kandydata,
albo
na mocy konstytucji rozwiaze parlament. Jed**** po doswiadczeniach z prezes
Waltz Walesa wie, ze Sejm predzej ulegnie politycznemu dyktatowi niz da
sie
rozwiazac.
komentarze (2)SkomentujJezeli na tej stronie widzisz blad, napisz do nas
napisz do nas.
1.. Autorze
az brak mi slow by wyrazic moje uznanie za zamieszczenie tu tego
materialu
!
Te wypowiedzi bezposrednich swiadkow wydarzen wtedy sa bezcenne teraz
dla
oceny naszej rzeczywistosci.
Rola Wachowskiego u boku L. Walesy i jego wplyw na losy naszego kraju -
ta
prawda jest ****azajaca.
http://nowina.salon24.pl/80427,index.html
--
=======
Jdr
.................
http://homepage.ntlworld.com/josephd.ross/index.html


|