Talk About Network

Google





Education > Languages Polish > Jak "Zastepca ...
Latest [ Topics | Posts ] Archive Post A New Topic Post a Reply
<< Topic < Post Post 1 of 1 Topic 798 of 874
Post > Topic >>

Jak "Zastepca Michnika sflekowal Walese"

by "\"007\"" <007@[EMAIL PROTECTED] > Jun 22, 2008 at 04:23 PM

nowina.salon24.pl/ - jak "Zastepca Michnika sflekowal Walese"

2008-06-21, 22:24:40
Zastepca Michnika sflekowal Walese
Tagi: Gazeta WyborczaWalesa
------------------------------------------------------------------

22 kwietnia 1992 roku Gazeta Wyborcza opublikowala tekst Jaroslawa
Kurskiego 
pt.
"WÓDZ - PRZEDOSTATNI ROZDZIAL".
 Dzis, gdy organ Michnika, tak kadzi Walesie warto sobie przypomniec, w 
jakim tonie GW piórem
obecnego pierwszego zastepcy AM, opisywala tego "narodowotwórczego"
(jak okreslil Walese ostatnio Tusk) polityka.

Calosc materialu pod ;
http://nowina.salon24.pl/80427,index.html

nowina.salon24.pl/ - jak "Zastepca Michnika sflekowal Walese"

2008-06-21, 22:24:40
Zastepca Michnika sflekowal Walese
Tagi: Gazeta WyborczaWalesa
------------------------------------------------------------------

22 kwietnia 1992 roku Gazeta Wyborcza opublikowala tekst Jaroslawa
Kurskiego 
pt.
"WÓDZ - PRZEDOSTATNI ROZDZIAL".
 Dzis, gdy organ Michnika, tak kadzi Walesie warto sobie przypomniec, w 
jakim tonie GW piórem
obecnego pierwszego zastepcy AM, opisywala tego "narodowotwórczego"
(jak okreslil Walese ostatnio Tusk) polityka.

================
"Bylismy z prezydentem

Krzysztof WYSZKOWSKI: W ocenie Walesy ponioslem osobista ciezka ****azke. 
Gdybym wiedzial, jakim bedzie prezydentem, nie wzialbym udzialu w jego 
kampanii wyborczej, co nie znaczy, ze popieralbym Mazowieckiego.
Wylaczylbym 
sie z tego s****u.

Jaroslaw KACZYNSKI: Jeszcze przed wyborem Wojciecha Jaruzelskiego na 
prezydenta urzedowalem w Gdansku jako sekretarz KKW i juz wtedy widzialem
z 
bliska walke Walesy o prezydenture. Nie ulegalo dla mnie watpliwosci, ze
to 
jego bezposredni cel.

Chcialem Walesy wybranego przez Zgromadzenie Narodowe - na próbe - a nie w

wyborach powszechnych. Slowem, na krótka kadencje. Gdyby sie sprawdzil, 
mialby szanse w wyborach powszechnych. Jesli nie - albo przegralby wybory,

albo skonstruowano by ustrój parlamentarno- gabinetowy z niklymi 
uprawnieniami prezydenta. Zawsze uwazalem, ze Walesa zdobedzie wladze -
albo 
droga, która ja proponowalem, albo przez wybory powszechne, albo na czele 
zbuntowanego ludu.

Ten ostatni wariant nie byl nieprawdopodobny. Wyobrazmy sobie polityka o 
wielkim wzieciu i swiatowej slawie, który, bedac poza politycznym ukladem,

mówi: "Jak ja bede rzadzil - bedzie lepiej". Zadna wladza by tego nie 
wytrzymala. Dla mnie bylo oczywiste od poczatku, ze Walesa na naszej
scenie 
politycznej byl czynnikiem nie do pominiecia.

WYSOKI URZEDNIK KANCELARII: Polityczna droge Walesy dziele na dwie epoki:
do 
i od prezydentury. W tej pierwszej, zaslugiwal na miano bohatera
narodowego. 
W drugiej, odznacza sie zaklopotaniem i niewiedza, co zrobic z osiagnietym

zwyciestwem. Walesa nie ma elementarnej wiedzy, czym jest i jak
funkcjonuje 
panstwo. W okresie "do prezydentury" nie byla mu potrzebna, dzis jest to 
problem. Prezydentem nie moze byc czlowiek, który nie stal na czele 
organizacji sensu stricto. A ,Solidarnosc' nigdy taka nie byla - byla
ruchem 
spolecznym. Walesa zawsze byl przywódca, nigdy szefem.

Grzegorz GRZELAK: Nie wycofuje sie z tego, ze postawilem na Walese w 
wyborach prezydenckich. Byl to czlowiek, który ze wzgledu na swa pozycje i

zaplecze polityczne mógl najlepiej prowadzic panstwo w kierunku 
prywatyzacji, gospodarki rynkowej, umocnienia samorzadnosci lokalnej. 
Niestety, nie wykorzystal tej szansy. Jezeli zawiodlem sie na prezydencie,

to w tym sensie, ze w roku 1991 nie postawil on na szali calego swego 
autorytetu dla realizacji przemian w panstwie, a rozproszyl sie na
doraznych 
politycznych grach.

WYSOKI URZEDNIK KANCELARII: Wladza w Polsce nie wzmocnila sie przez to, ze

Walesa zostal prezydentem. Zaraz po jego wyborze sformulowano dwie
koncepcje 
prezydentury: zachowanie dotychczasowego modelu urzedu, oczywiscie z 
modyfikacjami personalnymi, lub zasadnicza przebudowa na wzór amerykanski.

Plan zakladal pozyskanie dla prezydenta najlepszych ludzi i stworzenie 
gabinetu cieni. Jed**** jego realizacja wymagalaby od niego organicznej 
pracy, rozmów, konsultacji. A on nie byl w stanie zniesc
niespektakularnych 
spotkan z osobami, które chwilowo malo znaczyly, gdy obok toczylo sie
zycie 
polityczne.

Grzegorz GRZELAK: Urzad prezydenta winien miec charakter kreatywny. 
Tymczasem Walesa ciagle dziala wedlug starych zasad, niszczy uklad, z
którym 
aktualnie walczy. Stad potrzeba "zderzaków". Stad program minimum -
utrzymac 
sie na powierzchni. Jed****, gdy sie jest prezydentem, nalezy myslec w 
kategoriach odpowiedzialnosci historycznej. I wtedy nie jest wazne, czy 
Walesa utrzyma sie u wladzy, ale czy i jak przeprowadzi panstwo przez
trudne 
przemiany strukturalne.

Gielda straconych szans

Jaroslaw KACZYNSKI: Walesa zostajac prezydentem mial szanse stanac na
czele 
procesu przebudowy, odtworzyc - na nowych warunkach, na zasadzie koalicji
a 
nie udawanej jednolitosci - obóz przemian w Polsce i nadac tym przemianom 
dynamizm. Tej szansy nie wykorzystal. Wdal sie w niezrozumiale gry, 
polegajace na budowaniu wlasnych wplywów i konserwowaniu dawnego ukladu 
komunistycznego, miedzy innymi w wojsku.

Krzysztof WYSZKOWSKI: Jezeli prezydent, zwierzchnik sil zbrojnych, 
stabilizuje i umacnia w wojsku stare, komunistyczne uklady, broni 
Kolodziejczyka i Wawrzyniaka - to znaczy, ze sprzeniewierza sie wlasnemu 
powolaniu.

Upór, z jakim rozbija on scene polityczna, jest konsekwencja radykalnego 
niezrozumienia, czym jest panstwo. "Panstwo i ja" - mysli Walesa i sa to
dla 
niego wartosci równowazne, a moze nawet "ja" jest wartoscia wyzsza niz 
Polska.

Grzegorz GRZELAK: Z historycznego punktu widzenia ten czas jest stracony i

oceniony zostanie negatywnie. Obawiam sie, bysmy nie stracili kolejnego 
roku. Ustapilem nie dlatego, ze Walesa mi kazal, lecz dlatego, ze
stracilem 
nadzieje, iz poprzez ten urzad mozna zrobic wielka reforme, której to 
panstwo tak potrzebuje i w która prezydent zaangazuje sie bez reszty. 
Ponadto nie moglem sie z nim ****ozumiec.

Bilans szesnastu miesiecy

Krzysztof WYSZKOWSKI: Póltora roku prezydentury nie ujawnilo zadnych 
czynników twórczych.

W wymiarze spolecznym - ciezka kleska. Wydawalo sie, ze tu Walesa jest 
najsilniejszy, ze tu nie musi sie niczego uczyc. Prezydent spoleczenstwa
nie 
zjednoczyl, nie ****uszyl ku nowym celom, a jesli nawet o tym mówil, bylo
to 
tylko gadanie, które niecierpliwi nawet prostych, najwrazliwszych na jego 
retoryke, ludzi.

W wymiarze gospodarczym - mniej niz zero: destabilizacja, pomysly o
redukcji 
cen o 100 proc., rozdawanie po 100 milionów, hasla w rodzaju: "Sami 
naprawiajcie swoje fabryki".

W wymiarze polityki zagranicznej - nic, mimo tak korzystnych okolicznosci.

Historia sama niesie nas w dobrym kierunku. Dzis sie wydaje, ze wystarcza 
to, co osiagamy plynac na fali. Rzeczywistosc jest jed**** inna. Za 
nieróbstwo, bledy, biernosc przyjdzie nam jeszcze zaplacic. Walesa niczego

tu nie zdzialal, niczego nie wymyslil. Zawsze sie ociagal. W sprawie 
Trójkata Wyszehradzkiego nie do niego nalezala inicjatywa, choc byl to 
ewidentny, polski obowiazek. Litwa, stosunki z Rosja, Jelcynem - tez 
niepowodzenia. Jego postawa za granica po prostu nas upokarza. Jezeli
nawet 
Geremek potrafil powiedziec, ze kompromituje on Polske, to znaczy, ze tego

juz sie nie da ukryc.

W wymiarze politycznym - katastrofa najglebsza. Celem winno byc, a nie
jest, 
umacnianie, stabilizowanie panstwa. Teoria popierania slabych (jesli ktos 
wyrasta, on go obniza, jesli spada, on go podciaga), teorie o "nogach" -
to 
wszystko tuszowanie konsekwentnej akcji na rzecz dezorganizacji i
niszczenia 
zycia politycznego. Gesty wobec komunistów i OPZZ sa historyczne, ale w 
sensie odstepstwa od podstawowych wartosci.

Wiecej...
http://nowina.salon24.pl/80427,index.html


Jerzy MILEWSKI: Gazety pisza o kryzysie prezydentury, ale ja go nie widze.

Prezydenture oceniam pozytywnie, choc to dopiero poczatek. Jednym z 
zasadniczych osiagniec prezydenta jest konsekwentne dazenie do utrwalenia 
tej instytucji. Jestem przekonany, ze pod koniec kadencji stabilnosc 
prezydentury bedzie juz wyrazna.

Polsce potrzebny jest czlowiek, który bylby persona numer 1, który wytycza

kierunek. Tym czlowiekiem powinien byc prezydent. Moim zdaniem Walesa
nadaje 
sie na prezydenta i jestem przekonany, ze na okres przejsciowy od
komunizmu 
do demokracji jest najlepszym prezydentem, jakiego mozemy miec. Powinien 
zreszta byc wybrany wczesniej, zaraz po czerwcowych wyborach 
parlamentarnych. Wybranie Jaruzelskiego bylo bledem, który zdeformowal 
poczatki odradzania sie demokracji.

Jaroslaw KACZYNSKI: Walesa stworzyl w Belwederze osrodek, który nie nadaje

sie do kierowania panstwem. Wprawdzie jego dzialania w tym momencie nie 
prowadza bezposrednio do katastrofy, ale obnizaja autorytet prezydentury, 
wprowadzaja zamieszanie i godza w demokracje. Prezydent nie wykorzystuje 
urzedu do tego, by nadac dzialaniom panstwa reformatorski kierunek. Ciagle

mówi, ze wlasnie to chce robic, ale to rozwazania na poziomie kierowania 
brygada w fabryce. Podstawowa slaboscia prezydenta jest utrata posiadanych

kiedys umiejetnosci wspólpracy z kompetentnymi i znajacymi sie na polityce

ludzmi. Dzisiaj wychodza na jaw ulomnosci, które dawniej, dzieki tej 
wspólpracy, nie odgrywaly wielkiej roli. Brak wyksztalcenia i ogólnego 
wyrobienia kladzie sie cieniem na jego prezydenturze. Zachowal on co
prawda 
polityczny talent polegajacy na umiejetnosci rozpoznania ukladu sil. Ale i
w 
tym tez popelnia bledy... Przyklad - Janajew. Brak politycznego i
moralnego 
wsparcia powoduje, ze prezydent, zamiast stac sie czynnikiem dynamizujacym

przebudowe panstwa, staje sie czynnikiem destrukcyjnym.

Jerzy MILEWSKI: Na prezydencie ciazy konstytucyjna odpowiedzialnosc za 
niepodleglosc, suwerennosc i bezpieczenstwo kraju. Jest zwierzchnikiem sil

zbrojnych i przewodniczy Radzie Bezpieczenstwa Narodowego (formalna nazwa
- 
KOK). Niestety, do dzis pozostaja nie okreslone prerogatywy wykonawcze, 
które pozwalalyby podejsc aktywnie do ciazacej na nim odpowiedzialnosci. 
Jest to prawna patologia. Prezydent odpowiedzialny jest za sprawy, na
które 
ma znikomy wplyw, nie wiadomo, co moze i powinien robic, bo nigdzie nie 
zostalo to napisane. Totez gdy podejmuje dzialania, podnosza sie 
nieprzychylne glosy, ze zamierza pomijac parlament, wplywac na rzad, do 
czego rzekomo nie ma uprawnien. A gdy w jakas sprawe nie ingeruje, to tez 
slychac krytyke - ze zajmuje pasywna postawe.

WYSOKI URZEDNIK KANCELARII: Walesie zabraklo nowych umiejetnosci, a stare
- 
okazaly sie nieprzydatne. Z tymi cechami, jakie ma, na prezydenta sie nie 
nadaje. Sam ma tego swiadomosc, dlatego tak nie cierpi Aleksandra Halla, 
który powiedzial to publicznie. Walesa powtarza, ze moze rozmawiac z 
Mazowieckim, ale bez "zdrajców - Halla i Konopki [Piotr Nowina-Konopka]". 
Hall uderzyl w jego slaby punkt. Powiedzial cos, o czym Walesa sam wie i 
czego sie wstydzi.

Samotnosc pana prezydenta

Arkadiusz RYBICKI: Nie dajac sobie rady z materia, z która przyszlo mu sie

zmagac, Walesa pozbyl sie z najblizszego otoczenia ludzi, którzy mieli 
znaczenie polityczne i stawiali trudne pytania, z wyrzutem patrzac na jego

rózne posuniecia. Walesa wbil sie w skorupe, przybral forme
przetrwalnikowa, 
otoczyl potakiwaczami. Odizolowal sie od doradców, bo oni zmuszali go do 
wysilku, któremu nie byl w stanie podolac. Jest to samotnosc z poczucia 
kleski. W takiej sytuacji najlatwiej mu mówic, ze nikt nie rozumie jego 
planów, a elity zawodza. Zapomnial, ze sam juz jest elita elit.

Wspólpracownikom Walesy pozostawal kontakt telefoniczny. Dzwonil, gdy
czegos 
chcial. By zadzwonic do niego, trzeba bylo przebijac sie przez mur 
potakiwaczy i ochroniarzy. Mogli odpowiedziec "tak", mogli odpowiedziec 
"nie". Nie znajac sie na polityce, tworzyli fakty polityczne.

Jerzy MILEWSKI: Walesa zgodnie z wlasna wola nie zbudowal partii 
prezydenckiej. Taka partia mogla powstac - z ruchu komitetów obywatelskich
- 
gdyby chcial sie na to zgodzic. On uwazal jed**** i nadal uwaza, ze
powinien 
byc przywódca i prezydentem ponadpartyjnym. W tym sensie rzeczywiscie sie 
osamotnil. Nie chce miec za soba jednej grupy, zabiega o poparcie
wiekszosci 
spoleczenstwa. Wybral trudniejsza droge.

Prezydent nie ma zadnej grupy stalych doradców, z którymi odbywalby 
regularne spotkania. Nie oznacza to jed**** izolacji. Jego kontakty z
ludzmi, 
ze swiatem zewnetrznym sa zywe i intensywne. Czesto spotyka sie tak ze 
zwolennikami, jak i oponentami, nie mówiac juz o spotkaniach z klubami 
parlamentarnymi czy redakcjami gazet. To jest styl Walesy - taki sam jak w

czasach, gdy byl przewodniczacym "S".

WYSOKI URZEDNIK KANCELARII: Na caly glos wlaczony telewizor, radio. Walesa

rozmawia przez telefon. Mówi cicho, nie do sluchawki, lecz do konsolki z 
przyciskami. Mówi patrzac w ekran, sluchajac radia. To niweczy wszelkie 
kontakty, z rozmowy nie wynika nic, choc rozmowa sie odbyla. To celowe 
dzialanie. Tak prezydent ucieka od podejmowania decyzji.

Grzegorz GRZELAK: Sila Walesy bylo to, ze umial wspólpracowac z ludzmi 
reprezentujacymi najwyzszy poziom polityczny. Dzis jest sam. Wsród 
najwazniejszych siedmiu, osmiu partii politycznych nie znajduje
przekonanych 
zwolenników wspólpracy z Walesa, którzy uwazaliby, ze tam jest ta opoka,
na 
której nalezy budowac przyszlosc Polski. W tym sensie urzad prezydenta
jest 
na razie stracony.

Jacek MERKEL: Z funduszu wyborczego Walesy zostalo ponad 4 mld zl.
Uznalem, 
ze nalezy je rozsadnie spozytkowac. Wraz z Jerzym Kobylinskim, moim
zastepca 
w sztabie wyborczym, chcielismy zalozyc fundacje - kuznie kadr, która w 
drodze konkursów wylanialaby i zatrzymywala w kraju "brylanty", mlode
dobrze 
zapowiadajace sie talenty. Autorami pomyslu byli wspólpracujacy ze sztabem

socjolodzy i psycholodzy.

Udalismy sie do prezydenta przedstawic projekt i uzyskac aprobate. Walesa 
usadzil nas w fotelach. Zanim otworzylismy usta, poderwal sie z miejsca z 
krzykiem: "Teleexpress!" Wlaczyl telewizor na caly regulator, tak ze z 
trudem przekrzykiwalem spikera. Patrzyl w ekran, wypuszczajac drugim uchem

to, co do niego mówimy. Nic nie zalatwilismy. Jurek wyszedl zbulwersowany.

On - wspóltwórca sukcesu Walesy - juz wówczas zdecydowal sie wracac do 
Gdanska. Pózniej dowiedzialem sie, ze decyzje o rozdysponowaniu funduszu 
wyborczego prezydent scedowal na ksiedza Cybule.

Krzysztof WYSZKOWSKI: Niektóre dzialania Walesy sa juz autystyczne. Jemu
sie 
wydaje, ze cos robi. Powie np. EWG-bis i NATO-bis. Zamyka sie we wlasnym 
obrazie samego siebie. Mysli, ze inni widza ten dym, który on z siebie 
próbuje wydobyc. A on jest przezroczysty i widac, ze król jest nagi.

Jaroslaw KACZYNSKI: Walesa cierpi na patologiczna milosc wlasna.
Najczesciej 
uzywane przez niego slowa to "ja" albo "prezydent". "Ja" zrobilem, "ja" 
przewidzialem, "ja" ostrzegalem - to staje sie nieznosne. Nie jestem
jed**** 
w stanie rozstrzygnac, co jest glównym motorem jego publicznej aktywnosci.

Czy tylko milosc wlasna, czy tez cos wiecej.

Bez planu

Arkadiusz RYBICKI: Walesa mógl skupic wokól siebie szeroki obóz na rzecz 
reform. Ale do tego potrzebne bylo jasne przedstawienie celu i planu 
dzialania, wytypowanie najwazniejszych dla Polski spraw i konsekwencja w
ich 
realizowaniu. Dzis nawet najblizsi wspólpracownicy mieliby trudnosci ze 
sprecyzowaniem kierunku, w jakim prezydent podaza.

Walesa nie chcial byc niewolnikiem planu. Nie wierzyl w planowanie.
Komunizm 
upadl bez planu, podobnie Mur Berlinski. Z takimi argumentami trudno 
polemizowac. Nie przemawialo do niego to, ze Papiez czy Thatcher ukladaja 
plan na kilkaset dni naprzód. Mawial: "Pan Bóg wie, co bede robil jutro, a

ja mam wiedziec, co bede robil za rok?" Brak harmonogramu pracy na 
najblizsze tygodnie byl wielka slaboscia panstwa w okresie, kiedy bylem
jego 
urzednikiem.

Tlumaczenie rzecznika, ze prezydent ma dziesiec rozwiazan na kazda 
okolicznosc, znaczylo, ze nie ma zadnego. Kazdy wie, ze Walesa jest 
czlowiekiem, który nie czeka, gdy ma pomysly, a wprowadza je w zycie 
szybciej, niz zdazy je przemyslec.

Jacek MERKEL: Walesa mial wszelkie dane, by stac sie autorem kilku
powaznych 
panstwowych przedsiewziec, które wprowadzilyby go do historii. Mial s****e 
poparcie uzyskane w wyborach, miedzynarodowy autorytet, mial swój obóz 
polityczny, wspólpracowników, a gdyby chcial, móglby ich miec wiecej,
nawet 
z przeciwnego obozu.

Walesa juz jest postacia historyczna jako przywódca "S" i laureat Nagrody 
Nobla, ale mógl wprowadzic Polske do EWG, do NATO, mógl stworzyc
nowoczesna 
armie... Gdyby mial jakis scenariusz panstwowych dzialan, jasno
sformulowane 
cele. Walesa nie potrafi dzialac planowo, a w panstwie jest to sprawa 
elementarna. On jest bardzo sprawny w dzialaniach taktycznych, z dnia na 
dzien, ad hoc. Wedlug wlasnej oceny zbiera codziennie tzw. plusy dodatnie,
a 
Najswietsza Panienka nadaje kierunek. Prezydent musi byc strategiem, a u 
Walesy strategia jest dorazna taktyka! To nie buduje ani jego autorytetu, 
ani autorytetu panstwa.

Dzien powszedni - divide et impera

Arkadiusz RYBICKI: Brak skonkretyzowanych celów, wewnetrzne napiecie,
kryzys 
identyfikacji wytracal Walese z równowagi i czynil dzien powszedni 
koszmarem. Walesa krzyczal, wyrzucal za drzwi, nie dawal dojsc do slowa. 
Czul, ze sytuacja go przerasta. Dlatego, gdy mówi, ze chcialby odejsc, ze 
zle mu jako prezydentowi - ja mu wierze. Gdy wczytac sie w jego wypowiedzi

prasowe, to ten koszmar przewija sie w kazdym stwierdzeniu, te kilkanascie

miesiecy to najgorszy okres w jego zyciu. "Nie chce, ale musze" - te slowa

odzwierciedlaja prawdziwa wewnetrzna sprzecznosc.

Jacek MERKEL: W Belwederze panuje przeswiadczenie, ze instrumentem 
sprawowania wladzy jest tzw. hak. Kto ma na kogos haka, ten ma wladze. Kto

ma wiecej haków, ma wiecej wladzy. Zasada dziala we wszystkie strony, wiec

haki zbiera sie tez na Walese.

Walesa jeszcze w stanie wojennym holdowal zasadzie, ze lepiej w
najblizszym 
otoczeniu tolerowac kogos, o kim wiadomo, ze jest agentem, niz go usuwac i

nie wiedziec, kto bedzie nastepnym. Domniemywam wiec, ze prezydentowi
byloby 
wygodnie miec w otoczeniu kogos, o kim wiadomo, ze jest np. w KGB i na 
dodatek sa na to papiery. Ja nie dawalem mu tej wygody... Nie wiem i nie 
chce wiedziec, dlaczego Walesa uczynil wspólprace ze mna niemozliwa, 
stawiajac mi szereg bzdurnych zadan. Oskarzenie mnie o nielojalnosc to 
reakcja na to, iz bylem przeciwny dzialaniu bez jakiegokolwiek jasno 
sformulowanego panstwowotwórczego planu. Chodzilo o pozbycie sie mnie. 
Abstrahujac zreszta od mojej osoby: sama zasada usuwania ludzi lojalnych i

kompetentnych jest niepokojaca.

Jerzy MILEWSKI: W kilka miesiecy po dymisji Merkla prezydent zaproponowal
mu 
kandydowanie na stanowisko cywilnego ministra obrony narodowej. Ten jed****

odmówil, bo zwiazany byl kontraktem prezesa Banku "S". Gdyby prezydent
mial 
do niego jakies zastrzezenia, nie skladalby mu tej propozycji.

Krzysztof WYSZKOWSKI: Ci, którzy znaja Walese, wiedza, jak swobodnie 
traktuje on interes panstwa. Jego punktualnosc jest jedynie przykrywka dla

nieróbstwa. Walesa ciagle powoluje sie na swoje przemeczenie, tysiac proc.

normy itd. To czysta mistyfikacja. Belweder jest "zamkniety", wiec 
skutecznie chroni sie przed ujawnieniem faktu, ze tam sie nic nie robi, ze

tam jest pustka, która zapelnic maja dzialania pozorne. Np. ostatnia 
koncepcja EWG- bis i NATO- bis to typowa ucieczka w deklamatorstwo dla 
tuszowania kompletnej jalowosci. Za takie rzeczy sie placi, tu sie nie da 
niczego zagadac.

Grzegorz GRZELAK: Niewatpliwie, sukcesy polityczne Polski sa jednoczesnie 
osobistymi sukcesami Walesy. U niego interes osobisty przeplata sie z 
publicznym i trudno powiedziec, który jest pierwszoplanowy. Na pewno nie 
jest tak, ze zadowalalaby go wlasna korzystna pozycja w obliczu
niepowodzen 
kraju.

Konkurent?

WYSOKI URZEDNIK KANCELARII: Jaroslaw Kaczynski od poczatku proponowal 
Walesie wielka, ale niebezpieczna gre, w której nie moglo byc remisu,
tylko 
zwyciestwo albo ****azka - zmontowanie bloku przeciwko Unii, a wiec
przeciwko 
wiekszosci elit intelektualnych. Walesa sie przestraszyl. Wiadomo, ze to
nie 
Kaczynski, ale on ponosilby polityczna odpowiedzialnosc za ****azke. 
Kaczynskiemu chodzilo o podzielenie opinii publicznej na kilka znaczacych 
odlamów.

W rozgrywkach Kaczynskiego mozna dostrzec element ryzykanctwa, ale trzeba 
przyznac, ze jego analizy polityczne sa najwyzszej próby. Pomysl polegal
na 
rozwiazaniu Sejmu pod pretekstem np. ordynacji wyborczej. Doprowadziloby
to 
do podzielenia opinii publicznej na przeciwników Walesy, którzy skupiliby 
sie wokól Unii Demokratycznej, i na obóz proprezydencki o charakterze 
centroprawicowym czy tez chadeckim, i do wyodrebnienia dwóch duzych sil, 
które starlyby sie w wyborach, a potem trafily do Sejmu.

Kaczynski górowal nad Walesa intelektualnie, wiec narzucal mu swoje
pomysly. 
Nie dawal sie przekonac, byl czlowiekiem z charakterem, o wlasnych
pogladach 
politycznych. Kaczynski Walesy sie nie sluchal. Podwladni, oczywiscie, 
powinni sluchac szefa. Jesli istnieje plan polityczny, to dobiera sie
ludzi 
do planu. Planu jed**** nie bylo, trudno wiec bylo skladac polityczne 
deklaracje lojalnosci. Dzis Walesa posiada ekipe, która sklada deklaracje
na 
wiernosc Lechowi Walesie w pewnym sensie w "ciemno", a nie Polsce czy
celom 
politycznym. Do tego Kaczynski sie nie nadawal.

Jaroslaw KACZYNSKI: Walesa wykazywal brak determinacji w walce o 
przyspieszenie wyborów i dobra ordynacje wyborcza. Tutaj racja byla po 
naszej stronie. To my narzucalismy mu w tej sprawie walke, która trzeba
bylo 
prowadzic konsekwentnie do konca, az do rozwiazania parlamentu. Próba 
uchwalenia przez parlament idiotycznej ordynacji wyborczej bylaby do tego 
dobra podstawa.

Lech KACZYNSKI: Mielismy z bratem koncepcje podzialu obozu ,Solidarnosci'
na 
dwa przeciwstawne bloki polityczne. Walesa poparl te idee i zaczal mówic o

potrzebie lewej i prawej nogi. Utworzylismy PC, co spowodowalo powstanie 
ROAD-u. Walesa jed**** nie skonczyl. Krzyczal o trzeciej, czwartej, siódmej

nodze i w pewnym momencie doszlismy do wniosku, ze bedzie gral wszystkimi 
silami, by maksymalnie rozproszyc i zróznicowac scene polityczna, bo z
jego 
punktu widzenia bylo to korzystne. Walesa okazal sie lojalnym partnerem 
naszej koncepcji tylko przez szesc tygodni. Potem zabiegal o to, by
Centrum 
nie stalo sie powazna sila. W polowie roku 1990 okolo 20 regionalnych 
komitetów obywatelskich chcialo wstapic do Centrum i on to zablokowal.

I to jest charakterystyczne dla Walesy. Jarek szedl wtedy twardo do
przodu, 
co nie znaczy, ze byl jakimkolwiek zagrozeniem dla Walesy. Lech natomiast
w 
kazdym, kto zdobywa niezalezna pozycje, od razu widzi konkurenta.

WYSOKI URZEDNIK KANCELARII: Cokolwiek powiedziec o braciach Kaczynskich,
ze 
knuja, ze spiskuja - to fakt, ale nigdy kosztem pracy. Zostana do póznej 
nocy i zrobia co do nich nalezy. Za kadencji Jarka praca w Kancelarii
szla, 
byl ****zadek jak w szwajcarskim zegarku. Dzis nic sie tam nie dzieje,
rosna 
sterty nie zalatwionych spraw. Szefem Kancelarii jest Ziólkowski, ale 
naprawde rzadzi Wachowski.

Apologia chamstwa

WYSOKI URZEDNIK KANCELARII: Walesa w Warszawie czul sie jak w klebowisku 
zmij. Widzial nieprzychylnosc inteligencji, obawial sie dawnej
nomenklatury. 
Uwazal, ze najbardziej przydatni beda ludzie bez skrupulów. Inteligent
zanim 
wejdzie, zapuka trzy razy - i nigdy sie nie dopcha. Cham najpierw wejdzie,

potem zapuka.

Nawet rzecznik prasowy Walesy Andrzej Drzycimski powiedzial w radiu, ze 
takie przyszly czasy, iz potrzeba polityków chamskich, doslownie
chamskich. 
Chamstwo podniósl do rangi cnoty. Takich ludzi jak Wachowski i Drzycimski 
mozna zawsze wywalic na zbity leb i nie miec wobec nich zobowiazan. Ludzie

dworu maja swiadomosc, ze kazdy dzien moze byc ostatnim dniem ich kariery.

Takie sa reguly gry, które oni w pelni akceptuja. Drzycimski z pozycji 
doktora opowiada, ze wszystko, co sie dzieje w Belwederze, jest racja
stanu. 
Nawet ewidentne gafy.

Krzysztof WYSZKOWSKI: Walesa obciazony poteznym zobowiazaniem na rzecz 
czynienia dobra ma sklonnosc i potrzebe gromadzenia wokól siebie ludzi 
reprezentujacych pragmatyzm, cynizm, podlosc i zlo, slowem wszystko to, co

jest przeciwienstwem dobra. Ma byc charyzmatycznym przywódca, skupionym na

realizacji idei, ale jest tez konkretna konstrukcja psychiczna,
czlowiekiem 
dbajacym o wlasny, materialny interes. Ktos mu musi zalatwiac pieniadze. 
Musi wiec miec w otoczeniu wiernych sobie ludzi, skazanych wylacznie na 
niego, bo bez niego nic nie znacza. Nie moga to byc ludzie polityki ani 
ludzie, którzy moga go zdradzic w jakikolwiek sposób. Musza byc jego 
prawdziwymi niewolnikami, by czerpiac sami korzysci z obecnosci przy 
prezydencie, przysparzali korzysci i jemu. Ten mechanizm doprowadza do 
kumulacji jednostek o niskim morale, tworzy w otoczeniu prezydenta klimat 
kryminogenny. Jed**** posiadanie takich ludzi to istotna psychologiczna 
potrzeba Walesy.

Dworska karuzela

WYSOKI URZEDNIK KANCELARII: Ksiadz Franciszek Cybula mieszka razem z 
prezydentem. Minister Wachowski i rzecznik Drzycimski nie opuszczaja go 
niemal na krok. Podyktowane to jest obopólnym interesem. Walesa, z dala od

rodziny, czuje sie osamotniony i zagubiony. Szuka wsparcia i towarzystwa. 
Tamci z kolei boja sie, ze utraca nad nim kontrole, ze ktos pod ich 
nieobecnosc zakwestionuje ich kompetencje. Walesa odgradza sie wiec od 
swiata dwoma barierami: wewnetrznej ucieczki i kordonem otoczenia. W 
konsekwencji to najblizsze otoczenie ksztaltuje jego oglad rzeczywistosci,

selekcjonuje informacje. Ta, posunieta do granic poddanstwa, lojalnosc i 
zazylosc daje pole do intryg i manipulacji.

WYSOKI URZEDNIK KANCELARII: Walesa ma swiadomosc wlasnej sytuacji. Widzi 
dramat Polski i nie jest w stanie sobie z tym ****adzic. Otrzymuje
codziennie 
informacje o stanie panstwa. Ale np. przeglad prasy to byl glównie
przeglad 
prasy o Lechu Walesie. Zakreslano mu rzeczy wazne, ale i fragmenty z 
najglupszych prowincjonalnych pism, jego karykatury etc. Czytal o sobie.
Na 
zapoznanie sie z waznymi doniesieniami nie starczalo mu juz czasu. Mial 
poczucie goryczy, bo pisano o nim zle.

WYSOKI URZEDNIK KANCELARII: Ludzie dworu maja swiadomosc, ze na zewnatrz 
uwaza sie ich za miernoty. Wiedza, kto i kiedy ich skrytykowal i wzajemnie

sie o tym informuja. W innych osrodkach wladzy na swiecie moze byc
podobnie, 
ale w Belwederze wladza sprowadza sie wylacznie do samej wladzy, do
ciaglej 
walki o utrzymanie miejsca w jej hierarchii.

Jaroslaw KACZYNSKI: Nie utrzymywalem z prezydentem codziennych kontaktów.
Po 
zalatwieniu sprawy wychodzilem, mimo ze on chcial mnie wciagnac do swego 
dworskiego ukladu, chcial, bym urzedowal w Belwederze. Nie mialem na to 
ochoty. Poczatkowo sadzilem, ze Arkadiusz Rybicki odgrywa tam role 
najblizszego doradcy. Gdy odszedl z Belwederu, moja obecnosc tam bylaby
dla 
mnie degradujaca.

WYSOKI URZEDNIK KANCELARII: Ludzie prezydenta nie maja wlasnego zdania, za

to posiadaja umiejetnosc wpasowywania sie w kazda sytuacje. Zdolni sa 
skrytykowac prezydenta mówiac, ze ma przekrzywiony krawat, ale nie - ze w 
czyms sie myli. Nie chca zapobiegac jego nie dopracowanym czy blednym 
pomyslom. Normalnie panuje ostra selekcja w dobieraniu ludzi na takie 
stanowiska. Ludzie Walesy wiedza, ze sa w Belwederze na zasadzie: "trafilo

sie slepej kurze ziarno". Uwazaja, ze skoro sa w bardzo waznym miejscu, to

nie musza pamietac o elementarnej przyzwoitosci. Piastuja urzedy, które 
powinny byc wzorem, w bardzo kiepskim stylu. Nie buduja autorytetu wladzy.
W 
Belwederze wierzy sie w ludowe przyslowia, ale nie w to, ze "ryba psuje
sie 
od glowy".

Jacek MERKEL: Jesli sie nie chce samemu decydowac, to trzeba miec 
kompetetnych wspólpracowników i urzedników, którzy podsuna odpowiednie 
rozwiazania, przyniosa papiery gotowe do podpisu. Inaczej wszystko zaczyna

stawac sie farsa i jest tak, jak w czasie nominacji Jerzego Milewskiego na

stanowisko ministra stanu ds. bezpieczenstwa narodowego, czyli jak w
wierszu 
Brzechwy "Pali sie".

Bylo to wtedy, gdy bracia Kaczynscy i Maciej Zalewski odchodzili z 
Kancelarii. Jerzy Milewski zostal wezwany do Belwederu. Przyjal go min. 
Wachowski i przedstawil mu nominacje sformulowana tak, ze powierza mu sie
te 
obowiazki, które dotad pelnil Lech Kaczynski. Milewski pyta: a co z
funkcja 
sekretarza KOK? "Juz sa gotowi w ciagu minuty, konia prowadza - kon nie 
podkuty". Na to Wachowski - jakiego sekretarza, jakiego KOK? Milewski 
udziela krótkiego wykladu, ze ustawa, konstytucja, prawo, procedura, 
prezydent...i sekretarz KOK. - A kto nim byl? - pyta Wachowski. Wiec 
Milewski znów wyklad, tym razem historyczny, ze po jakims komunistycznym 
generale Merkel, po nim Zalewski, ale jego nominacji nikt nigdy nie 
widzial. - To byl, czy nie byl? - Nie wiadomo! "Trzeba zawolac szybko 
kowala, ogien na dobre juz sie rozpala". Wachowski pecznieje ze zlosci. 
Walesa czeka wsciekly w gabinecie, to piatek po poludniu, chce leciec do 
Gdanska, samolot na lotnisku juz grzeje silniki. "Z pompa zepsuta nielatwa

sprawa, woda do beczki - beczka dziurawa". Wachowski za telefon. Dzwoni do

Kancelarii. - Czy Zalewski byl nominowany? - Nie wiadomo. - Szukac 
natychmiast Zalewskiego, wyslac samochód. Czas mija. Zalewskiego nigdzie
nie 
ma. "Trudno, to kazdej beczce sie zdarza, który tam szybko - wolac 
bednarza". Walesa coraz bardziej wsciekly. Wreszcie Zalewski znalazl sie. 
Twierdzi, ze jest sekretarzem. Szybko pismo. Odwolano, mianowano. Walesa 
podpisal i jedzie na lotnisko. Panstwo polskie szczesliwie ma sekretarza 
KOK.

Jaroslaw KACZYNSKI: Wachowski przychodzil do mnie, bym jemu i
Drzycimskiemu 
zalatwil u Walesy nominacje na sekretarza stanu. Chcial, bym zrobil to ja
- 
"zeby to bylo w ramach pokoju ze mna" - i odgrazal sie jednoczesnie, ze 
nominacje i tak sobie zalatwi. Ide do Walesy, by wyrazic swój sprzeciw. 
Odpowiada: - "Co ty smieszny jestes - oni sekretarzami stanu?" Jed**** po 
kilku miesiacach obaj mieli nominacje.

WYSOKI URZEDNIK KANCELARII: Wiem, ze Wachowski chodzil do Kaczynskiego, by

zalatwil jemu i Drzycimskiemu awans. Gdy ten odmówil - w kilka miesiecy 
potem sami sobie wypisali nominacje i poszli do Walesy, który podpisal. 
Wiele bylo powodów, dla których chcieli byc nominowani. Raz, stawali sie w

ten sposób zwierzchnikami, Drzycimski - Rybickiego, Wachowski - Krzysztofa

Pusza. Dwa, nominacja dawala im prawo do duzego mieszkania sluzbowego. 
Przerabiaja teraz dla nich przy Sobieskiego 102 standardowe mieszkania na 
dwupoziomowe.

Jaroslaw KACZYNSKI: Walesa kieruje sie fatalna ocena motywacji ludzkich. 
Poczucie, ze wszyscy z jego otoczenia chca prywatnych korzysci i
stanowisk, 
prowadzi nieraz do zabawnych sytuacji: jak chce kogos ukarac, to odgraza 
sie, ze delikwent "przez pól roku nic nie dostanie". Walesa wie, ze w 
dzisiejszych wartkich politycznie czasach pól roku to wiecznosc. Ale z 
drugiej strony nie zdaje sobie sprawy, ze sa ludzie, którzy kieruja sie w 
zyciu czym innym.

Swiat kamerdynera

Jaroslaw KACZYNSKI: Dzisiaj moja ocena prezydentury jest w najwyzszym 
stopniu krytyczna. Spodziewalem sie, ze nie bedzie najlepiej, ale nie 
myslalem, ze bedzie az tak zle. Nie przewidzialem Wachowskiego.

Lech KACZYNSKI: Wachowski jest czlowiekiem majacym wplywy, a jego rola w 
panstwie - olbrzymia. Jest tez niebezpieczny i zdolny do wszystkiego. Jego

obecnosc w Belwederze jest obraza dla panstwa. Próbuje on zdobyc wplywy - 
wkrecic sie, omotac siatka niewidzialnych ukladów - w tych dziedzinach
zycia 
panstwowego, które uwaza za istotne i nie myli sie w ocenie ich istotnego 
charakteru. A wiec sily zbrojne, sluzby specjalne, polityka wschodnia. 
Ostatnio - bankowosc.

Jaroslaw KACZYNSKI: Nie przecze, ze wykazanie, iz Wachowski jest powaznym 
zagrozeniem dla panstwa, to zadanie trudne. Pewne informacje, niestety, 
trzeba przyjmowac na wiare. Wachowski jest skryty. Ja odwoluje sie przede 
wszystkim do wydarzen, w których sa swiadkowie. A wiec sprawa wykreslenia 
fragmentów z przemówienia Walesy w Brukseli, sprawa czestej obecnosci 
admirala Kolodziejczyka w gabinecie Wachowskiego. Ze Wachowski odgrywa 
niebezpieczna role, tego czlowiek, który nigdy nie przebywal w Belwederze,

nie moze wiedziec.

Juz sam fakt, ze ktos prawie w ogóle nie znany, z dziwnym zyciorysem, bez 
zadnego przygotowania politycznego czy merytorycznego jest sekretarzem
stanu 
i jedna z najbardziej wplywowych osób w kraju - jest co najmniej 
niepokojacy.

Wobec Wachowskiego wysuwano najciezsze zarzuty, ale stuprocentowego dowodu

nigdy nie otrzymalem. Wiele poszlak dostarcza analiza jego zyciorysu, 
zwlaszcza od momentu jego pojawienia sie przy Walesie w 1980 r., oraz jego

cechy charakteru. Byly tez rózne sygnaly z innych panstw.

Bede mówil o faktach dotad ukrytych przed opinia publiczna.

Wachowski jest osrodkiem niewidzialnych ukladów wojskowych, w tym w
sluzbach 
specjalnych. Jest tez w ukladach z MSW, zwlaszcza z gen. Weinertem, szefem

nadwislanskich jednostek KBW, którego próbowal zrobic ministrem spraw 
wewnetrznych. Wiadomo, Korpus Bezpieczenstwa Wewnetrznego to ostatnia 
barykada rezimu. Jego sklad oficerski byl dobierany jeszcze staranniej niz
w 
bezpiece. Zakladano, ze bezpieka moze w pewnym momencie peknac i to KBW ma

byc formacja do walki ze zbuntowana ludnoscia i zbuntowanym wojskiem.

Weinert jest generalem ze starych komunistycznych ukladów. Jego wspólpraca
z 
Wachowskim przybierala rózne formy, z których najniewinniejsza bylo 
wykonywanie, przez chlopców z KBW wlasnie, remontów Belwederu za tzw. 
dzienna stawke zywieniowa, co wypadalo bardzo tanio. Weinert czesto 
przesiadywal u Wachowskiego, a ten wielokrotnie bronil go jak lew przede
mna 
i Walesa. Gdy zaczal zabiegac o teke ministra MSW dla Weinerta,
kwestionujac 
przy kazdej okazji kompetencje min. Majewskiego - wszystko zaczelo ukladac

mi sie w logiczna calosc. Weinert bylby bowiem drugim po Kolodziejczyku 
komunistycznym ministrem zaleznym od Wachowskiego. Na szczescie jego
zabiegi 
zakonczyly sie niepowodzeniem.

Wielokrotnie, gdy wchodzilem do Belwederu, widzialem w szatni 
charakterystyczny plaszcz i czapke z admiralskimi dystynkcjami. Nie mialem

watpliwosci, ze naleza one do min. Kolodziejczyka. W koncu nie mamy tak 
wielu admiralów. Poczatkowo myslalem, ze bywa on u Walesy, do którego ja
sie 
wybieralem i obawialem sie nawet, ze jego wizyta uniemozliwi mi rozmowe z 
prezydentem. Po kilku razach zorientowalem sie jed****, ze Kolodziejczyk 
przesiaduje u Wachowskiego.

Wachowski przez dlugi czas ostro podpuszczal Walese przeciw idei
"trójkata", 
a konkretnie przeciwko Havlowi i premierowi Wegier Antallowi. Potem nagle 
zmienil zdanie. Z poczatku myslalem, ze zdanie zmienil Walesa, ale potem
sie 
dowiedzialem, ze to pod wplywem Wachowskiego...

Krótko mówiac, Wachowski wywiera w zasadniczych dla panstwa sprawach
bardzo 
negatywny wplyw. Co gorsza, nie jest to wynik prostactwa i nieuctwa. Widac
w 
tym jakas mysl, co mi nasuwa powazne podejrzenia. Gdybym mial z
postepowania 
Wachowskiego wydedukowac jego cele, powiedzialbym, ze chodzi o 
petryfikowanie komunistycznego ukladu wplywów we wladzach oraz utrudnianie

takiej polityki, która zblizalaby nas do Zachodu i umacniala nasze z nim 
zwiazki. Dzialanie w tych kierunkach bylo wiecej niz wyrazne.

WYSOKI URZEDNIK KANCELARII: Wachowski dziwnie dobrze zna jezyk, który 
rozumieja ludzie dawnego aparatu. Zawoalowane grozby i niedopowiedzenia, 
które dawnych aparatczyków stawiaja na bacznosc. "Wladza w Polsce jest 
prezydent, a wola prezydenta jest to i to... wiecie, rozumiecie" - mówi.

Lech KACZYNSKI: Wachowski wobec dawnych wspólpracowników Walesy stosowal 
metode "kolejnego koszenia". Na pierwszy ogien poszedl Krzysztof Pusz,
potem 
Arkadiusz Rybicki. Jesli chodzi o mnie i brata, proponowal nam
wielokrotnie 
uklady, które ze wzgledów zasadniczych odrzucalismy. Zreszta on z zasady
nie 
dotrzymuje zadnych ukladów. Nie kryl, ze to on bedzie decydowal o tym, kto

ma zostac w Kancelarii, a kto nie. Wielokrotnie powolywal sie na "wole 
prezydenta", mimo ze ten jej nie wyrazal. Demonstrowal niezwykla pewnosc 
siebie. Nie umiem sobie wytlumaczyc fenomenu jego kariery. Powrócil po 7 
latach, w listopadzie 1990, i w ciagu paru tygodni zostal przy Walesie 
numerem 1. Pozostaje z nim w kontakcie niemal bez przerwy, kontaktuje sie 
tez z jego rodzina. Mysle, ze demonstracyjnym oddaniem i bezkrytyczna 
ulegloscia zaspokaja potrzeby psychiczne Walesy.

Sa rzeczy, o których sie w Kancelarii powszechnie wie, a które udowodnic 
jest niezmiernie trudno. Min. Wachowski raz zostal tylko przylapany przez 
Pusza na wyludzeniu i przywlaszczeniu sumy 3 tys. dol. Jed**** prezydent 
zobowiazal go do zwrotu pieniedzy i na tym sprawa sie skonczyla.

WYSOKI URZEDNIK KANCELARII: W grudniu 1990 roku Wachowski, powolujac sie
na 
nie istniejaca wole prezydenta, wyludzil 3 tys. dolarów od S. M., 
przedstawiciela zaprzyjaznionego z Walesa amerykanskiego milionera
polskiego 
pochodzenia E. P. Wachowski w rozmowie z S. M. stwierdzil, ze prezydent
jest 
w zlej sytuacji finansowej i dlatego on w jego imieniu prosi o 50 tys. 
dolarów rocznie na utrzymanie prezydenta i jego rodziny. 3 tys. przyjal
jako 
pierwsza wplate. Zbulwersowany S. M. poinformowal jed**** o sprawie Pusza, 
który zawiadomil Jaroslawa Kaczynskiego, a ten z kolei - Walese. 
Wachowskiemu ****azano zwrot pieniedzy, lecz nie wyciagnieto wobec niego 
zadnych konsekwencji.

Lech KACZYNSKI: Wachowskiemu wzrastal apetyt w miare jedzenia.
Przypuszczam, 
ze poczatkowo chcial pozostac wplywowym szefem gabinetu, z czasem doszedl
do 
wniosku, ze moze sie pokusic o przejecie kontroli nad Kancelaria. Obawiam 
sie, ze problem Wachowskiego jest bagatelizowany przez elity polityczne. 
Chyba na zasadzie, ze skoro to Kaczynscy twierdza, iz Wachowski jest 
zagrozeniem dla panstwa - to nie moze byc prawda.

Jerzy MILEWSKI: Nie wiem, na czym polegaja patologiczne uklady wytwarzane 
przez ministra Wachowskiego, o których mówi w wywiadach Jaroslaw
Kaczynski. 
Ja ich nie widze. Sekretarz stanu Wachowski jest szefem gabinetu
prezydenta, 
a wiec organizuje prace glowy panstwa. Jest to funkcja bardzo wazna,
trudna 
i niewdzieczna. W Stanach Zjednoczonych role taka pelni "szef sztabu
Bialego 
Domu" i choc nie wchodzi on w sklad rzadu, wiadomo, ze jest jednym z 
najbardziej wplywowych ludzi w otoczeniu prezydenta. Wachowski odgrywa
wazna 
role, ale domniemanie, ze Walesa jest w jakis sposób ograniczany, 
ubezwlasnowalniany, sterowany przez swojego szefa gabinetu, jest 
nieprawdziwe. Jeszcze nikomu sie to nie udalo. Prezydent Walesa jest po 
prostu niesterowalny.

Krzysztof WYSZKOWSKI: Wachowskiemu nie przyswiecaja zadne cele
historyczne. 
Ambicja polityków jest pozytywnie wpisac sie do historii panstwa i narodu,

dla niego - jedynym celem jest uzywanie wladzy, zabawa, zart. Oto nagle
ktos 
bez przeszlosci, kto nigdy nic dla tego kraju nie zrobil, staje sie drugim

czlowiekiem w panstwie. Przyjmowany jest przez królowa angielska. Okazuje 
sie, ze historia jest smieciem. Ze mozna ja ujezdzac jak stara kobyle, 
opluwac, kopac, a ona pozostaje bierna. To, ze taki Wachowski moze
decydowac 
o losach tak dumnego narodu jak Polacy, to kpina z historii. Potwierdza to

jed**** jego, Wachowskiego, widzenie swiata.

Ciemne lustro duszy prezydenta

WYSOKI URZEDNIK KANCELARII: Kariere Wachowskiego tlumacze sobie tym, ze
bez 
najmniejszej dyskusji wykonuje kazde, nawet najglupsze polecenie Lecha. 
Ponadto jest swietnym psychologiem, zna potrzeby Walesy. Potrafi go 
rozweselic, schlebic mu albo podenerwowac - utrzymac w odpowiednim
napieciu, 
co Walesa lubi. Wreszcie jest dyspozycyjny 24 godziny na dobe. Caly dzien
i 
cala noc w Belwederze. Przeciez tego nikt normalny by nie wytrzymal.

Krzysztof WYSZKOWSKI: Wachowski wytwarza wokól Walesy atmosfere 
pogardliwego, cynicznego i jadowitego zartu z interesu narodowego i 
instytucji panstwa. Odbywa sie to na zasadzie odreagowywania napiecia 
psychicznego. Jedni sie upijaja, inni przeklinaja, jeszcze inni zamykaja
sie 
w lazience i krzycza. Wachowski rozpreza Walese potezna dawka ordynarnie 
wyrazanej pogardy dla swiata, która zabarwiona jest humorem i goraczkowa, 
wrecz chorobliwa wesoloscia. Gdyby Walesa z natury byl bardziej
kulturalny, 
byloby to dla niego nie do zniesienia. Wachowski nie jest wiec niczym
wiecej 
jak czarna strona samego Walesy. On nie ma dwóch twarzy. Jego twarz jest w

ogóle nieznana.

Jaroslaw KACZYNSKI: Wachowski zaspokaja róznego rodzaju potrzeby Walesy, 
zwlaszcza psychiczne. Moze cos na niego ma? Nie wiem. Sam Wachowski mówil 
mi, ze Walesa wyrzuca go cztery razy dziennie, ze niemal doslownie wyciera

nim podloge. Z drugiej strony liczy sie ogromnie z jego glosem. Wachowski 
jest zreczny i inteligentny. Posiada spryt, spryt kryminalny, gotowy jest 
wykonac wszystko, by zaspokoic prezydenta. Wielokrotnie w rozmowie z
Walesa 
stawialem sprawe Wachowskiego. Byla ona glównym przedmiotem s****u. Gdy 
zadalem jego usuniecia, odpowiedz zawsze byla wykretna.

Krzysztof WYSZKOWSKI: By dobrze ukryc wlasne zycie prywatne, trzeba
znalezc 
ludzi, którzy nie beda wierni publicznie wyrazanym przez Walese
wartosciom. 
I to jest tajemnica sukcesu Wachowskiego.

Wachowskiego zawsze widac w otoczeniu prezydenta, ale on publicznie nie 
istnieje, nie udziela zadnych wywiadów i z niczego sie nie tlumaczy. Taki
ma 
byc - widoczny tylko dla prezydenta. Ma zalatwiac tylko te ciemne sprawy. 
Zreszta, gdyby rzecz postawic pragmatycznie, te sprawy nie musialyby byc 
takie ciemne. Pewne rzeczy z pewnoscia mozna by ujawnic i uznac, ze np. 
pieniadze sa konieczne, a prezydent w jakis sposób musi te pieniadze 
gromadzic.

Moskiewski pucz - godzina próby

Lech KACZYNSKI: Informacja o puczu w Moskwie dotarla do mnie z samego
rana. 
Natychmiast udalem sie do biura i zadzwonilem do prezydenta, ale ten 
poinformowal mnie, ze juz rozmawial z kim trzeba i nie jestem potrzebny.
Do 
Belwederu nie zostalem zaproszony. Wtedy podjalem decyzje o rezygnacji ze 
stanowiska ministra stanu ds. bezpieczenstwa narodowego, ale dymisje, z 
wielu wzgledów, zlozylem dopiero przed wyborami.

Jaroslaw KACZYNSKI: W tym czasie zabiegalem razem z bratem o gwarancje od 
NATO. Wydawalo sie, ze pucz jest do tego jakas okazja, ale i to diabli 
wzieli. Walesa odrzucil interesujaca oferte posrednictwa w tej sprawie. 
Ponadto, ku naszemu zdumieniu, nie chcial zwolac Rady Bezpieczenstwa 
Narodowego. Jak twierdzil, nie potrzebowal zadnych rad.

Pucz Janajewa byl poczatkiem zerwania wszelkich kontaktów. Przestalem 
jezdzic do Belwederu. Pismo z uzasadnieniem dymisji mialem zreszta w
biurku 
juz od wiosny. Podobnie jak brat, z rezygnacja czekalem do wyborów w
obawie 
przed atakiem prasy, ze "nas wyrzucono" i to w zwiazku z "Telegrafem".

Lech KACZYNSKI: Postanowilem oddzialywac poprzez czeste kontakty z 
premierem. Bielecki powolal specjalny sztab na szczeblu ministerialnym.
Poza 
ogólna ocena sytuacji rozwazano zagrozenie granicy wschodniej, nie tyle 
przez Armie Radziecka, ile przez emigrantów. Staralem sie sledzic reakcje 
NATO w odniesieniu do Polski i innych krajów Europy Wschodniej. Uwazalem,
ze 
powstala szansa na pozyskanie pewnych gwarancji od Paktu 
Pólnocnoatlantyckiego. Informacje naplywajace z Zachodu dawaly jej pewien 
stopien realnosci. Wszystko rozgrywalo sie w ciagu 48 godzin i wszyscy
mieli 
swiadomosc skali wydarzenia i skali zagrozen.

19 sierpnia zwrócilem sie z oficjalnym wnioskiem o zwolanie Rady 
Bezpieczenstwa, ale juz po poludniu wiedzialem, ze nic z tego. Lech 
powiedzial mi, "ze jest jak ryba w wodzie i ze on rozgrywa wszystko, a 
pomaga mu minister Wachowski". Wyraznie stwierdzil, ze to wylacznie jego 
sprawa.

Jerzy MILEWSKI: Prezydent nie zwolal Rady Bezpieczenstwa Narodowego 
przypuszczalnie dlatego, ze nie sadzil, by w sposób istotny pomogla jemu
lub 
rzadowi w pracy. Zreszta prawo inicjatywy zwolania Rady przysluguje 
wszystkim jej czlonkom, a jakos nikt ze strony rzadu nie domagal sie tego:

ani minister spraw zagranicznych, ani obrony narodowej, ani spraw 
wewnetrznych, ani premier. Prezydent konferowal z czlonkami Rady
pojedynczo 
lub w malych grupach, tyle ze nigdy w pelnym skladzie i nigdy w siedzibie 
BBN przy Alejach Ujazdowskich 5, ale kilkaset metrów dalej - w Belwederze.

Jacek MERKEL: Prezydent nie zwolal Rady Bezpieczenstwa Narodowego, ciala, 
które stworzone jest wlasnie na taka okazje. Natomiast, jak twierdzil, 
powolal jakies nieformalne, niekonstytucyjne cialo, w którym nie wiadomo
kto 
byl, chyba ze minister Drzycimski, minister Wachowski i ksiadz kapelan
major 
Alfred Franciszek Cybula.

Jerzy MILEWSKI: Premier powolal miedzyresortowy sztab kryzysowy. W dniach 
puczu do rangi powaznego problemu urosla obecnosc 45 tysiecy zolnierzy 
radzieckich w Polsce. Ze strategicznego punktu widzenia jest to niewiele, 
lecz wystarczajaco duzo, by zorganizowac jakas prowokacje.

Lech KACZYNSKI: Obaj z bratem naciskalismy na Walese, by nie prowadzic 
kolejnej rundy rozmów na temat wycofania wojsk radzieckich, zwlaszcza ze 
wezwany do MSZ ambasador Kaszlew stwierdzil, ze nowe wladze nalezy
traktowac 
jako element trwaly, a wedlug naszej oceny pucz sie sypal. Strona rosyjska

sama nie wiedziala, kogo reprezentowac. MSZ jed**** rozmów chcial i odbyly 
sie, nie przynoszac zadnego postepu.

Jerzy MILEWSKI: Bylem szefem Biura Bezpieczenstwa Narodowego i zastepca 
ministra stanu ds. bezpieczenstwa narodowego. BBN nie ma kompetencji 
wykonawczych, nie podlega mu zadna formacja wojska czy policji. Zbiera
tylko 
i analizuje informacje do wiadomosci i uzytku prezydenta oraz czlonków
Rady 
Bezpieczenstwa i formuluje propozycje. Uruchomilismy calodobowe dyzury i 
czekalismy na rozwój wydarzen.

Nie zrealizowany scenariusz

Jacek MERKEL: Jesli w sasiednim mocarstwie ma miejsce pucz wojskowy o 
fundamentalnym znaczeniu dla bezpieczenstwa i suwerennosci Polski, 
uruchomiona powinna zostac panstwowa maszyneria wedlug tajnego, wczesniej 
zaplanowanego schematu. Prezydent powinien zwolac w trybie natychmiastowym

posiedzenie Rady Bezpieczenstwa, na którym ministrowie obrony, spraw 
zagranicznych i wewnetrznych zreferowaliby sprawe. Powinien powolac sztab 
antykryzysowy. Na podstawie uprawnien konstytucyjnych powinien tez zwolac 
nadzwyczajne posiedzenie rzadu. W tym czasie rzecznik prasowy prezydenta 
powinien konczyc oredzie prezydenta do narodu.

Prezydent, jednoczesnie przeciez zwierzchnik Sil Zbrojnych
Rzeczypospolitej, 
mial obowiazek wystapic w TV z patriotycznym oredziem, takim, jakie
wyglosil 
prezydent Kennedy podczas kryzysu kubanskiego czy Beck po ultimatum
Hitlera. 
Tak sie buduje historie. To przemówienie mogloby wejsc do kanonu polskich 
wystapien politycznych. Tymczasem min. Drzycimski z drewniana twarza 
odczytal jakis tekst. Nie tego oczekuje naród w tak dramatycznym momencie.

Zdziwienie, bezradnosc, wzmozone obawy o wlasne bezpieczenstwo (slyszalem,

ze Walesa kazal wzmocnic ochrone osobista), nerwowe telefony do 
Jaruzelskiego i Kiszczaka - tak zachowywal sie prezydent w pierwszych 
godzinach puczu. Jezeli sie dzwoni do Jaruzelskiego, który ma wplywy wsród

potencjalnych zwyciezców puczu, to znaczy, ze nie wierzy sie w to, iz ma
sie 
kontrole nad wlasna armia. Nie tak zachowuje sie glowa niepodleglego 
panstwa.

Krzysztof WYSZKOWSKI: Namawiano Walese na wygloszenie telewizyjnego 
przemówienia. Walesa jed**** krecil, nie chcial, w koncu odmówil.
Koniecznosc 
publicznego wystapienia przywódców narodu w chwili potencjalnego
zagrozenia 
polskiej panstwowosci byla tak oczywista, ze premier Bielecki sam
zdecydowal 
sie wystapic przed kamerami. Przygotowal tekst przemówienia, ale wtedy 
Walesa zabronil jego wygloszenia.

Jaroslaw KACZYNSKI: Walesa najwyrazniej sadzil, ze pucz musi wygrac,
chociaz 
z wypowiedzi Busha wynikalo, ze sie sypie. Bush nie stawialby przeciez 
sprawy na ostrzu noza i nie szedlby na konfrontacje z trwala wladza, która

ma 30 tys. glowic nuklearnych. A juz w poniedzialek po poludniu zajal 
nieslychanie twarde stanowisko.

Walesa do ostatniej chwili ignorowal Jelcyna stawiajac na Gorbaczowa. 
Uwazam, ze to element jego politycznego infantylizmu i niesamodzielnosci. 
Nie wiem, czy pod wplywem prasy czy innych sygnalów mówil: "Ten Jelcyn to 
satrapa".

WYSOKI URZEDNIK KANCELARII: Walesa uwazal, ze prowadzi swietna polityke 
wobec Rosji: czekanie, nieczynienie zadnych gestów w zadna strone, 
podtrzymywanie Gorbaczowa.

WYSOKI URZEDNIK KANCELARII: Istnialo powazne podejrzenie, ze KGB, które 
przetrwalo jako struktura imperialna, prowadzi w Polsce dzialalnosc 
agenturalna, której celem jest utrzymywanie w kraju slabej wladzy. Nie ma
na 
to zadnych dowodów, ale jest wiele interesujacych zbieznosci.

Jaroslaw KACZYNSKI: Jeszcze na dlugo przed puczem padaly przez posredników

propozycje spektakularnego spotkania Walesy z Jelcynem podczas wizyty 
Papieza. Mialoby wtedy dojsc do pojednania miedzy narodem polskim i 
rosyjskim. To byl najdalej idacy sygnal, na ile mozliwy do zrealizowania, 
nie wiem. Byly i inne.

Lech KACZYNSKI: Pucz upadl. Sztab jeszcze przez kilka dni rozmyslal, jakie

sa relacje pomiedzy Gorbaczowem a Jelcynem. Wszyscy przewidywali szybki 
koniec tego pierwszego. Zupelnie niezrozumiale bylo wiec uparte trzymanie 
sie przez Belweder Gorbaczowa. Wiem tez o opóznianiu telefonu do Jelcyna. 
Tutaj naciskal mój brat. Na przeszkodzie stac mialy niby trudnosci 
techniczne. Nie wiem, czy to prawda. Inni sie dodzwonili.

Jerzy MILEWSKI: Prezydent dodzwonil sie do Jelcyna, za co on potem mu 
dziekowal. Z powodów blokady technicznej, a takze natloku przywódców wielu

krajów starajacych sie o polaczenie, Belweder uzyskal kontakt bardzo
pózno, 
a do Gorbaczowa w ogóle nie udalo sie dodzwonic. Bush i Mitterrand 
dodzwonili sie, ale innym przywódcom tez sie to nie udalo.

Jacek MERKEL: Zachowanie Walesy jest dla mnie niezrozumiale, 
niewytlumaczalne i nie znajdujace usprawiedliwienia. Mój sprzeciw budzi
tez 
sposób reprezentowania Polski przez Walese w rozmowie z prezydentem 
Jelcynem. Gdy wreszcie, jako jednemu z ostatnich przywódców w Europie, 
"udalo mu sie" dodzwonic do prezydenta Rosji, oczom milionów telewidzów 
ukazal sie spocony Walesa, w koszuli z podwinietymi rekawami, poluzowanym 
krawatem, z rozlozona na biurku gazeta, z Wachowskim krazacym za fotelem, 
podsuwajacym jakies "nie cierpiace zwloki" papiery do podpisu. Otóz 
elementarna grzecznosc, takze wobec wlasnych obywateli, wymaga, aby 
transmitowana przez TV oficjalna i arcywazna rozmowa miala minimum
naleznej 
oprawy.

Wstydliwa korespondencja

WYSOKI URZEDNIK KANCELARII: Brak systematycznej pracy nad kwestia
wschodnia 
spowodowal, ze w momencie puczu Walesa nie wiedzial, jak sie zachowac. W 
ostatniej chwili wyrwano mu z reki gratulacyjny list do Janajewa.
Spodziewal 
sie, ze pucz pociagnie za soba duze zmiany i ze SdRP moze stac sie glówna 
sila polityczna. Myslal, ze jak pierwszy napisze list, to nie straci 
inicjatywy. Pomylic sie moze kazdy, ale jego polityka wschodnia jest po 
prostu kwestia przypadku.

Jerzy MILEWSKI: Prezydent próbowal nawiazac kontakt telefoniczny i z 
Jelcynem, i z Gorbaczowem, i z Janajewem. O ile wiem, dominowal poglad, ze

przejecie wladzy przez doktrynerów komunizmu, wojsko i KGB powaznie 
zagroziloby naszej suwerennosci. Racja stanu wymagala dzialania z
najwyzsza 
rozwaga. Oceniano, ze nie wolno dac Janajewowi do reki argumentu, iz
wladze 
Polski dzialaja przeciw niemu. Prezydent nie rozmawial z Janajewem. Nie 
wiem, czy wyslano do niego list. Nie nalezalem do osób, które o tym 
decydowaly. Nie widzialem takiego listu ani jego projektu. Gdybym 
uczestniczyl w opracowywaniu takiego tekstu, to optowalbym za
umieszczeniem 
nastepujacych tresci: jestesmy krajem niezaleznym i takim zamierzamy 
pozostac; nie mamy roszczen wobec ZSRR; oczekujemy szybkiego zakonczenia 
rokowan i wycofania wojsk radzieckich z Polski; umowy o dostawie ropy 
naftowej i gazu ziemnego nie beda zerwane.

Nie bylby to list legitymujacy Janajewa. Stanowilby pewna polityczna
oslone 
przed zakusami ponownego wlaczenia Polski do odrestaurowanego przez 
puczystów imperium, w przypadku gdyby pucz sie udal. Sadze jed****, ze 
zadnego listu nie wyslano. Szczesliwie, pucz zalamal sie szybko i kontaktu
z 
Janajewem nie bylo. Moze zreszta nie bylby on w ogóle mozliwy, gdzie 
puczysci mieli czas na myslenie o Polsce?

Jaroslaw KACZYNSKI: Wiem, ze podczas puczu napisano list, w którym
prezydent 
Walesa uznawal prezydenta Janajewa. Domyslam sie, ze list byl autorstwa 
najblizszego otoczenia prezydenta. Walesa mówil: "Ja znam Janajewa". Mój 
brat tez go zna - z tego samego miejsca co Walesa - z Genewy, gdzie
Janajew 
byl reprezentantem radzieckich pracowników. W Pradze, podczas spotkania 
rozwiazujacego Uklad Warszawski, Leszek szedl korytarzem, gdy Janajew,
szef 
delegacji rosyjskiej, zahaczyl go: "O, tawariszcz Kaczynskij".

Jacek MERKEL: Z dobrze poinformowanych zródel w Belwederze wiem, ze Walesa

mial gotowy list do Janajewa. Zabraklo sekund, by go wyslal. W ostatniej 
chwili zablokowal go bohatersko premier Bielecki. Gdyby list wyslano - 
Walesa znalazlby sie w towarzystwie Kadafiego, Husajna, Tyminskiego.

Lech KACZYNSKI: 19 sierpnia dowiedzialem sie o decyzji wyslania listu do 
Janajewa. Nie wiem, czyj to byl pomysl, czy samego prezydenta czy ministra

Wachowskiego. To bylo tuz po aferze zwiazanej z wykresleniem fragmentów z 
wystapienia Walesy w brukselskiej siedzibie.

Szara eminencja

Lech KACZYNSKI: Na poczatku byly dwa warianty przemówienia - A i B. Jeden 
powstawal w MSZ, drugi wzbogacony byl o fragmenty wprowadzone przez 
Kancelarie Prezydenta. Odbylem z min. Skubiszewskim dwa spotkania, w toku 
których ustalilismy ostateczna - kompromisowa wersje, która otrzymal
Walesa 
i która MSZ przekazal do NATO. Juz w Brukseli dowiedzialem sie, ze w 
polskiej delegacji panuje zamieszanie, bo jest wersja A i B. Tlumaczylem,
ze 
jest tylko jedna, uzgodniona z MSZ. Ale ludzie z najblizszego otoczenia 
Walesy ciagle udawali, ze nie rozumieja. Trzykrotnie do tego wracano. 
Powtarzalem: "Wersja B nie istnieje!" W rezydencji oficjalnych gosci rzadu

belgijskiego Wachowski przeczytal wersje A i powiedzial: "Nie bedzie
takiej 
antyrosyjskiej prowokacji". Nastepnego dnia droge do siedziby NATO mialem 
odbyc w towarzystwie prezydenta, ale Wachowski, trzymajac tekst w reku, 
wepchnal sie przede mna do samochodu Walesy. W tym momencie zauwazylem, ze

czesc wierszy jest wykreslona. Walesa wyglosil przemówienie - okazalo sie,

ze skrócone.

WYSOKI URZEDNIK KANCELARII: Min. Krzysztof Skubiszewski powiedzial, ze 
wszyscy sa wsciekli, bo tekst rozdany ewidentnie róznil sie od
wygloszonego. 
Wysocy urzednicy NATO mieli do nas pretensje. Twierdzili, ze to oni beda 
posadzeni o wywieranie nacisków, by usunac z przemówienia antysowieckie 
akcenty.

Wykreslony przez Wachowskiego fragment brzmial: "Nie mozemy jed**** ukrywac

prawdy [o stosunkach Polski z ZSRR - red.]. Istnieja problemy, które klada

sie cieniem na naszej wspólpracy. Mimo naszych staran i naszej
elastycznosci 
w rokowaniach, wciaz nie ma mowy o wycofaniu wojsk radzieckich 
stacjonujacych w Polsce. ZSRR proponuje odlegle daty i powolne tempo 
wycofywania tych wojsk. Taka polityka wobec suwerennej Polski jest nie do 
przyjecia. Oczekujemy pozytywnego przelomu, który bedzie wazny dla poprawy

atmosfery bezpieczenstwa na calym kontynencie".

Jerzy MILEWSKI: Uwazam, ze min. Wachowski wykreslil fragment przemówienia
na 
polecenie prezydenta. Nie bylem w Brukseli, ale znam Walese na tyle, aby
byc 
o tym przekonany. Zreszta, tekst przemówienia rozdany dziennikarzom
zawieral 
ten fragment, a wiec prezydentowi nie chodzilo o jego usuniecie, lecz
tylko 
o oslabienie jego wydzwieku.

Lech KACZYNSKI: W Belwederze nie bylem w stanie ksztaltowac biezacej 
polityki obronnej prezydenta, ale bylem jeszcze na tyle silny, ze moglem 
zapobiegac niefortunnym pomyslom i nominacjom generalskim. Na kilka dni 
przed 19 sierpnia sprzeciwilem sie zmianom personalnym w kierownictwie 
specjalnych sluzb wojskowych. Bo wiedzialem, ze przyjsc ma czlowiek z 
niewidzialnych, wytwarzanych z duza zrecznoscia przez ministra
Wachowskiego, 
patologicznych ukladów. W dniu puczu dowiedzialem sie, ze wlasnie tej 
nominacji dokonano [chodzi o Czeslawa Wawrzyniaka - red.]. Mysle, ze 
minister Wachowski z premedytacja podsunal do podpisu nominacje w
momencie, 
w którym prezydent poczul, ze powstalo zagrozenie.

Gdy przyszedlem do Kancelarii w marcu, Walesa powierzyl mi przedstawienie 
propozycji dotyczacych zmian personalnych w silach zbrojnych, co laczylo
sie 
z idea ucywilnienia Ministerstwa Obrony. Milewski przeprowadzil w moim 
imieniu dziesiatki rozmów z rozmaitymi wyzszymi oficerami armii. Nasze 
propozycje - strukturalne i personalne - przedstawilem Walesie ok. 20 
czerwca 1991 r. W tym czasie zaczal mnie nachodzic Wachowski i mówic, bym 
zapomnial o idei cywilnego ministra obrony. Ze to piesn przyszlosci, ze to

niemozliwe. Podobnie Walesa zaczal wyraznie wycofywac sie z koncepcji 
ucywilnienia resortu. Doszlo miedzy nami do ostrych starc. Bylem
zdecydowany 
na zlozenie dymisji. Stanelo na kompromisie: minister - cywil, szef sztabu
z 
duzymi kompetencjami - wojskowy. Jedyne posiedzenie Rady Bezpieczenstwa 
Narodowego, które mialo miejsce w czasie mojej krótkiej kadencji, odbylo
sie 
5 lipca i ono przebiegalo juz spokojnie.

Jaroslaw KACZYNSKI: Nietrudno sobie wyobrazic, co by bylo, gdyby Janajew 
wygral. Praktycznie oznaczaloby to brak kontroli nad czymkolwiek, co w
takim 
momencie jest wazne i decydujace. Wiadomo, ze wtedy natychmiast 
komunistyczne kontakty odzyskalyby swoja dawna sile. Zezwolenie na wplywy 
admiralów Kolodziejczyków doprowadzily Walese na próg decyzji nie do 
przyjecia... Niestety, nie wszystko moge mówic... decyzji o charakterze 
wojskowym, zupelnie egzotycznych sojuszy wojskowych, które w istocie 
umacnialyby nie tyle pozycje militarna Polski, ile pozycje armii w Polsce
i 
innych krajach postkomunistycznych, wytwarzajac tym samym izolowany od 
przemian uklad, który potencjalnie móglby stac sie zawsze dyspozycyjny
wobec 
centrali moskiewskiej.

Bankierski poker

Jaroslaw KACZYNSKI: Mówiac o patologicznych ukladach w Belwederze trzeba 
wspomniec Andrzeja Kozakiewicza, zastepce Wachowskiego, sekretarza ds. 
ekonomicznych prezydenta. W aeropagu trzech mezów stanu zajmowal on
wyraznie 
najslabsza pozycje - po Wachowskim i Drzycimskim. Praktycznie biegal za 
"chlopaczka na posylki". Kozakiewicz prowadzil najrózniejsze interesy. 
Dochodzilo zreszta do komicznych sytuacji, bo - w ramach "przyjazni" ze 
mna - prowadzil ze swymi klientami takie rozmowy: "Nie dostal pan kredytu
z 
banku... wie pan dlaczego... Kaczynski zabronil... ale wie pan, to sie da 
zalatwic, bo tak naprawde, my tu rzadzimy, a nie Kaczynski". Oczywiscie, 
nigdy w zyciu o zadnym kredycie nie slyszalem, nie mam i nigdy nie mialem 
zadnych wplywów w bankach.

Na czym to wszystko polegalo, nie wiem. Wiem tylko, ze bankowcy bywali u 
Wachowskiego. On tworzyl jakis uklad, a ostatnia nominacja
Gronkiewicz-Waltz 
jest na to dowodem. Oni po prostu dawali róznego rodzaju sygnaly, ze 
Kancelaria Prezydenta to miejsce, w którym rózne rzeczy mozna zalatwic.
Czy 
z tego wynika, ze tworzy sie tam jakis duzy, dziwny uklad finansowy? 
Wszystko wskazuje na to, ze dla zabawy tego nie robia, ale dowodów na to
nie 
ma.

Jacek MERKEL: Jest oczywiste, ze istnieje wielu, o niebo lepszych, 
kandydatów na stanowisko prezesa NBP niz pani Gronkiewicz-Waltz. Bielecki,

Leszek Balcerowicz, Marek Dabrowski - wszyscy oni maja doswiadczenie 
administracyjne, sa ekonomistami. Pierwszych dwóch jest dobrze znanych w 
swiecie finansów. Prowadzili negocjacje za granica, co w warunkach
polskiego 
zadluzenia jest dla prezesa banku skrajnie istotne. Moja ocena
merytoryczna 
pani prezes jest niska. Posiada ona specyficzny sposób postrzegania
systemu 
finansowego panstwa przez koniecznosc zwalczania afer, a nie przez 
sterowanie tym niezwykle delikatnym systemem. Ona osobiscie jest 
wspólautorka prezydenckiego weta w sprawie odrzucenia jej kandydatury.

To nieprawda, ze jest ona osoba spoza ukladów. Jest liderem partii 
politycznej "Victoria", której glównym celem programowym jest popieranie 
Walesy i która w ostatnich wyborach parlamentarnych zebrala ok. tysiaca 
glosów.

Lech KACZYNSKI: Wybór pani Waltz na prezesa NBP miesci sie w logice
polityki 
ministra Wachowskiego. Nikt nie kwestionuje jej kompetencji w zakresie
prawa 
bankowego, co wystarczy, by byc doradca. Jest dobrym fachowcem, ale to za 
malo, by zostac prezesem banku, w którym pracuje 9 tys. ludzi, i
kontrolowac 
caly system finansowy panstwa. Wiem, ze juz dostala polecenia z Belwederu,

które nie maja nic wspólnego z polityka finansowa banku.

Obawiam sie, ze przy mistycznym podejsciu nowej pani prezes do prezydenta,

praktyka zarzadzania bankiem bedzie polegala na telefonach ministra 
Wachowskiego i jego powolywaniu sie na "wole prezydenta". Styl pracy "na 
telefon" moze skonczyc sie zle dla banku i samej pani prezes, która
zreszta 
juz powiedziala, ze prezydent ma wyjatkowy instynkt prawny. Ja nie
odmawiam 
Walesie wielkiego instynktu politycznego, ale prawnego - nie ma w ogóle, 
nawet jednej dziesiatej promila. On w ogóle nie rozumie tego zjawiska,
jakim 
jest prawo.

Jacek MERKEL: Najbardziej niepokojacy wydaje mi sie jed**** mechanizm 
politycznego dzialania, który - zreszta skutecznie - zastosowal Walesa.
Jako 
duzej klasy taktyk dokonal rzeczy zdumiewajacej. Upokorzyl i osmieszyl
Sejm, 
otwierajac sobie na przyszlosc mozliwosc takiego samego mianowania
premiera 
jak prezesa NBP - w drodze kilkakrotnego proponowania tej samej,
odrzucanej 
uprzednio przez Sejm kandydatury. W obliczu uplywu trzymiesiecznego
terminu 
prezydent albo postawi na swoim i przeforsuje nie chcianego kandydata,
albo 
na mocy konstytucji rozwiaze parlament. Jed**** po doswiadczeniach z prezes

Waltz Walesa wie, ze Sejm predzej ulegnie politycznemu dyktatowi niz da
sie 
rozwiazac.
komentarze (2)SkomentujJezeli na tej stronie widzisz blad, napisz do nas 
napisz do nas.
  1.. Autorze
  az brak mi slow by wyrazic moje uznanie za zamieszczenie tu tego
materialu 
!

  Te wypowiedzi bezposrednich swiadkow wydarzen wtedy sa bezcenne teraz
dla 
oceny naszej rzeczywistosci.

  Rola Wachowskiego u boku L. Walesy i jego wplyw na losy naszego kraju -
ta 
prawda jest ****azajaca.


http://nowina.salon24.pl/80427,index.html
-- 
=======
Jdr
.................
http://homepage.ntlworld.com/josephd.ross/index.html
 




 1 Posts in Topic:
Jak "Zastepca Michnika sflekowal Walese"
"\"007\"&q  2008-06-22 16:23:28 

Post A Reply:
  Go here to Signup

AddThis Feed Button


About - Advertising - Contact - Frequently Asked Questions - Privacy Policy - Terms of Use - Signup

Contact
localhost-V2008-12-19 Thu Jan 8 7:02:09 PST 2009.